,,Złodziejka książek": Śmierć, przyjaźń i Holokaust.

Hitlerowskie Niemcy, bieda, głód, wojna, cierpienie, ale także przyjaźń i zwyczajna, ludzka dobroć... I Śmierć, która wszystko to skupia i ogarnia, a potem prezentuje na kartach książki w sobie tylko właściwy sposób. Bardzo subiektywnie, ale za to niemal bez emocji. Wiele przecież widziała już tragedii, martwych ciał i zmarzniętych dusz. To ona opisuje ludzi, zdarzenia i kolory, które ją fascynują. Kolory nieba, kolory ludzkich upadków i krzywd...

,,Złodziejka książek" to jedna z najlepszych książek ostatnich lat. Mówi o Holokauście i wojnie w taki sposób, w jaki nie powiedziała o tym żadna książka. Nie krzyczy, nie oskarża, nie przeklina, ale obserwuje. Obserwuje i pokazuje nam to, od czego najchętniej odwrócilibyśmy wzrok.
Główną bohaterką powieści jest Liesel Meminger, która zostaje oddana do rodziny zastępczej. Jej historia pełna traumatycznych przeżyć pozostawia na niej swoje piętno. Życie Liesel roi się od nocnych koszmarów, które nie odchodzą, mimo upływu lat. Jedyną osobą, która łagodzi ból odległych wspomnień jest papa- Hans Hubermann. Poeta akordeonu, człowiek, który nie zastanawia się, tylko pomaga i czasem przez to traci. Przybrani rodzice dziewczynki uczą ją prawdy i godności. Nie potrafią, nie mogą przeciwstawić się chorej ideologii, która sparaliżowała dużą część Niemców, ale zachowują zdolność obiektywnego myślenia i ludzką empatię. Mimo szalejącego hitleryzmu i antysemityzmu, decydują się na akt odwagi (szaleństwa?!), a może po prostu (nie)zwykłego odruchu serca. Decydują się ukrywać w piwnicy Żyda.
Cała tematyka Holokaustu w książce jest umieszczona gdzieś na  drugim planie. Pokazana z zupełnie innej perspektywy, od strony codziennego życia niemieckiej rodziny, która sprzeciwia się w duchu myśleniu władz, ale z drugiej strony jest już do niego przyzwyczajona. Tragedia bezradności i walki zdrowego rozsądku ze współczuciem jest jednym z ważniejszych motywów powieści.
Wracając do tytułu, Liesel nie jest złodziejką dla zabawy. Ukradła w swoim życiu wiele książek, ale nie dla przyjemności. Nie czerpała z nich również żadnych korzyści materialnych. Dostrzegała wielką moc słów (jak się okaże dostrzegł ją także pewien pan z wąsikiem i przedziałkiem na boku) i chciała ją poznać.
,,Złodziejka książek" mówi po cichu. Subtelnie i często między wierszami. Nie pokazuje palcami, kto tu jest dobry, a kto zły. Opowiada historię o ludziach, którzy są tacy różni, że nie można ich sklasyfikować. Inni w swoich słowach, czynach i poglądach. Mówi o tym, że nic w życiu nie jest jednoznaczne. Ani krzywda, ani odwaga, ani szczęście, ani dobroć. Książka tworzy mozaikę uczuć od tych nikczemnych (jak nienawiść) po miłość i dobroć. I chociaż wszystko dzieje się wśród okropności wojny, w książce nie brak przyjaźni. Przyjaźni sąsiedzkiej i dziecięcej. Chęci pomocy i troski o drugiego człowieka, choćby nawet postępował wbrew nam. ,,Złodziejka" pokazuje, że wszystkie trudne sytuacje determinują nas do czynienia dobra. Że cierpienie, które nas spotyka zbliża nas do drugiego człowieka.
W książce nie brakuje także czarnego humoru, który pozwala przeczytać tę tragiczna opowieść do końca. Gdyby nie on trudno byłoby powstrzymać się od łez (choć i tak nie jest to łatwe). Nie brakuje także skrytych złotych myśli i cennych przemyśleń na temat wojny i człowieka- najbardziej złożonej istoty na świecie.
Myślę, że każdy wrażliwy człowiek powinien po tę książkę.


Na koniec chciałabym przytoczyć, co o wojnie mówi sama Śmierć:

Przez całe życie widziałem mnóstwo młodych mężczyzn,
którym zdawało się, że atakują innych młodych mężczyzn.
          Ale tak nie było.
Biegli prosto do mnie.
Smutne, ale prawdziwe...

Czytaj dalej

Uśmiechnij się do Kopciuszka. Cinderella znów na ekranach.

Byłam, zobaczyłam i chociaż się nie zachwyciłam, to i tak było warto jeszcze raz przeżyć historię dzieciństwa. Odwiecznego Kopciuszka, na którym wychowało się już tyle pokoleń. Historię naiwnej miłości i historię dobra, za które kiedyś musimy przecież dostać nagrodę. Może i to trochę odstaje od realiów współczesnego świata, ale przecież to baśń, a nie film na faktach autentycznych!
Film nie jest odkrywczy ani zaskakujący. Zarys fabuły został niemalże niezmieniony (może z wyjątkiem paru drobiazgów). Tutaj coś dodano, tam coś odjęto. Rozwinięto delikatnie motyw księcia, uwikłanego w konwenanse i wybierającego między powinnością wobec rządzonego państwa, a wielką miłością. Nakręcono dwie sceny poważnych rozmów ojca (króla) z synem oraz, aby uczynić historię odrobinę mniej naiwną, zaaranżowano spotkanie Kopciuszka z księciem jeszcze przed pamiętnym balem. I na tym zmiany właściwie się kończą, co wydaje mi się raczej zaletą niż wadą filmu. Dzięki temu nie zniszczono kolejnej pięknej historii, poddając jej twórczej (ZA twórczej) obróbce, która zwykle kończyła się całkowitym fiaskiem. Widać, że autorzy nie podążyli za modą kręcenia filmów ,,prawdziwych historii", w których nie można zupełnie rozpoznać pierwowzoru.
,,Kopciuszek" nie jest w żaden sposób przekombinowany. Prosty i nieskomplikowany, i może dlatego dosyć przyjemny w odbiorze. Jest to historia dziewczyny, która mimo wielu nieszczęść (śmierci matki i ojca) podążała za swoim życiowym mottem: ,,Bądź odważna i dobra". Wszystkie niepowodzenia jedynie motywowały ją do trwania w tej postawie. Była dobra, mimo ciężkiej pracy, bólu, smutku i upokorzenia, jakiego doznawała ze strony sióstr i macochy. Nie odpłacała im za niegodziwość tą samą monetą, ale posłuszna naukom matki, szła niewzruszenie naprzód. I za to dobro, które nosiła w sobie los postanowił ją nagrodzić.
Jakkolwiek dwie główne kreacje Elli - Kopciuszka (Lily James) i księcia (Richard Madden) nie wydają się olśniewające, a raczej poprawnie odegrane, tak Cate Blanchett wcieliła się w macochę w mistrzowskim stylu. Była doskonała w każdym calu. Stworzyła niezwykłą kreację postaci, która na początkowo zakłada maskę miłej i poczciwej osoby, a potem staje się zachłanną, bezwzględną i okrutną macochą, stosującą wyrafinowane metody dręczenia swojej pasierbicy i starającą się ją wykończyć fizycznie i psychicznie. Warta odnotowania jest też rola Heleny Bonham Carter, która przyzwyczaiła już nas do odgrywania postaci czarnych charakterów, a w ,,Kopciuszku" wciela się ... w dobrą wróżkę! I, o dziwo, całkiem nieźle sobie w tej roli radzi.
,,Kopciuszkowi" daleko do arcydzieła. Klasyczna historia przedstawiona w raczej klasyczny sposób. Ciepła i optymistyczna. Dobrze zagrana. I chociaż to ,,tylko" baśń to może warto znów się w niej zanurzyć i wsłuchać w mądre słowa, jakie do nas kieruje. I może okaże się wtedy, że bycie ,,odważnym i dobrym" wcale nie jest takie bez sensu, jak nam się wydaje?

Czytaj dalej