Najczęściej czytane książki ostatnich 50 lat

Dziś przedstawiam Wam listę najczęściej czytanych książek ostatnich pięćdziesięciu lat (oczywiście zakładając, że każda osoba, która zakupiła egzemplarz, przeczytała go chociaż raz). Czy obejdzie się bez niespodzianek? Zobaczymy...
Zacznijmy od końca (tak, wiem, że to wyjątkowo wredne, ale nie mogę się powstrzymać).
Miejsce 10.
"Dziennik Anny Frank"

Książka powstała podczas dwuletniego pobytu w ukryciu nastoletniej Anny Frank i jej rodziny w czasach niemieckiej okupacji Holandii. Spisane wspomnienia, zadziwiające swoją dojrzałością, poruszyły czytelników na całym świecie. Nic dziwnego, że sprzedały się aż w 27 milionach egzemplarzy.

Miejsce 9.
"Myśl i bogać się"

Każdy człowiek chciałby osiągnąć sukces, a najłatwiejsza droga do szczęścia, według większości, wiedzie właśnie przez pieniądze. Jak osiągnąć stan satysfakcji? Na to pytanie starał się właśnie odpowiedzieć Napoleon Hill. Z jego poradami zapoznało się aż 30 milionów czytelników.

Miejsce 8.
"Przeminęło z wiatrem"

Wyciskacz łez. Powieść o miłości z wojną secesyjną w tle, za którą szaleją nie tylko Amerykanie. Na stałe weszła do klasyki literatury światowej, a w ostatnich 50 latach sprzedała się w 33 milionach egzemplarzy.

Miejsce 7.
"Saga zmierzch"

Do dzisiaj fenomen tej sagi pozostaje dla mnie tajemnicą. Cykl książek o wampirach był swego czasu prawdziwym hitem i znajdował się na półce niemal każdej nastolatki. To zmierzchowe szaleństwo na szczęście dobiegło już końca (osobiście uważam, że nigdy nic tak dennego nie cieszyło się takim zainteresowaniem), ale jakby na to nie patrzeć, Stephanie Meyer udało się osiągnąć imponującą liczbę 43 milionów sprzedanych egzemplarzy.

Miejsce 6.
"Kod Leonarda da Vinci"

Książka o ogromnej sile przebicia, niezwykle kontrowersyjna i, dzięki temu właśnie głośna. Sprzedana w 57 milionach egzemplarzy.

Miejsce 5.
"Alchemik"

Nie jestem i już raczej nie będę zwolenniczką twórczości Paulo Coelho, ale nie ulega wątpliwości, iż udało mu się zgromadzić duże grono stałych czytelników. Choć uważam, że zabawa tego pana w filozofa jest dosyć nieudolna, to paraboliczny charakter "Alchemika" i jego przekaz przyciągnął do tej lektury 65 milionów ludzi!

Miejsce 4.
"Władca pierścieni"

Tolkien zajmuje 4. miejsce zupełnie zasłużenie. Nikt w historii nie stworzył swojego literackiego świata z taką skrupulatnością, poświęcając mu zarazem kilkadziesiąt lat życia. "Władca pierścieni" to dzieło niezwykłe, w którym zakochało się wiele milionów czytelników na całym świecie. Świat Śródziemia postanowiło poznać aż... uwaga, uwaga... 103 miliony!

Miejsce 3.
"Harry Potter"

3. miejsce zajmuje niezwykle popularna seria książek dla młodzieży autorstwa pani J.K. Rowling, opowiadająca o przygodach młodego czarodzieja. Czy istnieje osoba, która nie słyszała o tej pozycji? Chyba nie. "Harry Potter" sprzedał się w 400 milionach egzemplarzy.

Miejsce 2.
"Cytaty Przewodniczącego Mao"

Choć początkowo miejsce tej książki w rankingu na tak wysokim miejscu dziwi, to po chwili zastanowienia wydaje się w pełni uzasadnione. To dzieło było "biblią" w czasie rewolucji kulturalnej w Chinach. Każdy Chińczyk musiał się z nim zapoznać, zachęcano nawet do uczenia się fragmentów na pamięć. Znaczenie tzw. "Czerwonej Książeczki" spadło po 1978 roku, ale i tak zdążyła uplasować się na 2. miejscu z kosmiczną liczbą 820 milionów sprzedanych egzemplarzy.

Miejsce 1.
"Biblia"

Co sprawia, że "Biblia" stała się pierwszym światowym bestsellerem? Dlaczego czytają ją nie tylko chrześcijanie? Ponieważ kryje w sobie uniwersalny, wciąż aktualny przekaz. Jest księgą życia, piękną i mądrą, z której każdy z nas może czerpać. Dlatego osiągnęła astronomiczny pułap 3 900 milionów egzemplarzy.
Czytaj dalej

Dlaczego czytamy książki?

Książki towarzyszą człowiekowi od niepamiętnych czasu. Opowieści, początkowo przekazywane ustnie, potem spisywane na pergaminach, przepisywane w skryptoriach przez mnichów przy blasku świec aż w końcu, dzięki wynalazkowi Jana Gutenberga, drukowane na szerszą skalę. Kiedyś warte kilka wsi, dziś to dla nas właściwie chleb powszedni. Wystarczy tylko pójść do biblioteki albo odwiedzić najbliższą księgarnię. Jedno się nie zmieniło, mimo upływu lat. Wciąż rozpalają wyobraźnię ludzi na całym świecie, poszerzają horyzonty, pogłębiają wiedzę, opowiadają nowe historie. I chociaż wielu wieszczyło niezbyt optymistycznie, że rozwój nowoczesnych technologii, Internetu czy telewizji stanie się dla książek gwoździem do trumny, to czytelnictwo nie wymarło. Nadal ma się dobrze. Dlaczego? Dlaczego czytamy książki?


Trampolina
Jestem pewna, że gdyby zadać to pytanie, wielu odpowiedziałoby, że książki to po prostu odskocznia od rzeczywistości. Coś, co pozwala złapać dystans, na chwilę oddalić się od wszystkiego, co nas martwi, boli, smuci, z czym nie do końca dajemy sobie radę. Dzięki książkom z łatwością możemy się zrelaksować, odprężyć, zapomnieć o całym świcie. To taka trampolina, pozwalająca dotknąć gwiazd, a za kilka chwil powrócić znów na ziemię.

19485025911 866f1f3782

Drugie życie i worek doświadczeń

Czytając książki, nie jesteś już Krysią, Marysią czy Zosią. Możesz być, kim chcesz. Poławiaczem pereł, himalaistą, japońską księżniczką, kosmonautą czy elfem. Możesz być nawet tym, kim wcale nie chcesz być. Seryjnym zabójcą, więźniem, afgańskim uchodźcą, szaleńcem, grasującym po ulicach wielkiego miasta... Tak czy inaczej, dzięki książkom zdobywamy doświadczenia, do których najpewniej nie mielibyśmy dostępu, przeżywamy coś, co jest poza naszym zasięgiem, poznajemy nieznane nam światy i rzeczywistości za zamkniętymi drzwiami. Pobieramy życiową lekcję, która może nam się jeszcze kiedyś przydać. Gromadzimy wiedzę, poznajemy świat i ludzi z różnych części globu.

Skrzydła zwane wyobraźnią

Książki rozwijają naszą wyobraźnię, jak mało co. Czynią nas twórczymi, kreatywnymi ludźmi z milionem pomysłów na minutę. To, co innym nie przyszłoby nawet do głowy, dla nas nie jest już niczym dziwnym. Książki inspirują nas, często mówią: "Trzeba być odważnym w marzeniach" albo "Nie ma rzeczy niemożliwych". Pomagają nam uruchomić naszą wyobraźnię, z którą przecież życie jest dużo łatwiejsze, a już na pewno ciekawsze.
Biuro matrymonialne

Nie ważne czy mówimy o Kmicicu, panu Darcy, Mistrzu, Wokulskim czy Aragornie... Książki były, są i mam nadzieję będą źródłem postaci, w których można się zakochać. ;) Choć spotkać już niestety niekoniecznie...
Czytaj dalej

Ucieczka do lepszego świata. Recenzja książki "Kiedy księżyc jest nisko"

W czasach, kiedy dosłownie zalewa nas zewsząd potok informacji o uchodźcach, tłumnie zmierzających ku Europie w poszukiwaniu lepszego życia, książka Nadii Hashimi po prostu spada z nieba. Seria zamachów zorganizowanych przez Państwo Islamskie spowodowała, że w mieszkańcach Starego Kontynentu obudziła się duża nieufność wobec przybyszów z Azji czy Afryki. Miejscami przeradza się ona w strach, rodzący coraz większą agresję i nienawiść. Z perspektywy przeciętnego Europejczyka napływ imigrantów stał się potencjalnym zagrożeniem dla jego bezpieczeństwa i wolności. A jak to wygląda z perspektywy uchodźcy? Nie religijnego fanatyka-terrorysty, ale człowieka, który marzy tylko o tym, by wreszcie odnaleźć pokój i zapewnić godne życie swoim dzieciom? Odpowiedź na to pytanie czytelnik znajdzie w opowieści Feriby.

Afganistan to piękny, ale niebezpieczny kraj. Feriba zdawała sobie z tego sprawę, kiedy patrzyła na rakiety rujnujące domy jej rodzinnego miasta. Każdego dnia stawała się niemym świadkiem ludzkich tragedii, żyła w strachu i pod groźbą nagłej, nieoczekiwanej śmierci. Nagle jednak nastąpił przełom, który zmusił ją do szybkiego działania. Chcąc zapewnić swoim ukochanym dzieciom lepsze (a może po prostu normalne) życie postanowiła wyruszyć w śmiertelnie niebezpieczną wyprawę do Europy.

"Kiedy księżyc jest nisko" to niewątpliwie niezwykle poruszająca powieść o silnej kobiecie, która w decydującym momencie swojego życia, nie zawahała się postawić wszystkiego na jedną kartę. To historia matczynej miłości, która nie cofnie się przed niczym, by tylko ratować swoje dzieci. Feriba jest postacią bardzo autentyczną, niepozbawioną ludzkich wad i słabości. Razem ze swoimi pociechami odczuwa olbrzymi strach przed każdym następnym dniem, ma świadomość tego, że w każdej chwili może zostać z powrotem odesłana do Afganistanu, a mimo to znajduje w sobie wystarczająco dużo determinacji, by wciąż iść naprzód. I walczyć wbrew nadziei.

Ale ta historia nie należy tylko do Feriby, ale także do jej starszego syna, Selima, który w pewnym momencie zostaje zmuszony do równoległego jej prowadzenia. To opowieść zagubionego chłopaka, który za wcześnie osiągnął dorosłość, którego życie zmusiło do prowadzenia bezwzględnej walki o przeżycie, często wbrew panującym zasadom. Selim zobaczył za dużo, by mógł zacząć wszystko na nowo i powrócić w spokojnej Anglii do czasu błogiego dzieciństwa.

Ta powieść pokazuje to wszystko, czego wolelibyśmy nie widzieć. Wyładowane uchodźcami, niebezpieczne tratwy, sunące po Morzu Śródziemnym. Imigrantów przyczepiających się do podwozi wielkich ciężarówek czy w ciemności przemierzających ciasne tunele kolejowe. Widzimy dzielnicy nędzy w Grecji czy we Włoszech, kartonowe chaty kryte plastikiem, pozbawione wody i elektryczności. Widzimy cieszące się złą sławą obozy dla uchodźców. "Kiedy księżyc jest nisko" ukazuje nam przerażającą rzeczywistość pozbawionego godności człowieka, który potrzebuje przecież tak niewiele. Bezpiecznego domu.

Podczas czytania powieści dostrzegłam pewne nierówności. Miałam wrażenie, iż niektóre rozdziały nie były wcale pisane przez tą samą osobę. Część I książki wydaje się zdecydowanie lepsza, a już na pewno bardziej dopracowana. Narrację Feriby czyta się z wielką przyjemnością, przy okazji zapoznając się z kulturą arabską i stylem życia w państwie zdominowanym przez muzułmanów. Końcówka jednak nie wypadła aż tak dobrze. Wydawała się być napisana w pośpiechu, już bez tego początkowego polotu.

Mimo wszystko, warto jednak poświęcić czas na zapoznanie się z rzeczywistością, która jest przecież tuż obok nas, a może na którą nieświadomie przymykamy oczy. Poznajcie historię Feriby i jej dzieci, ale również milionów innych uchodźców zmierzających ku lepszemu światu!
Czytaj dalej

Mało pozytywnie. Czyli słów kilka o "Poradniku pozytywnego myślenia" Matthew Quicka

"Poradnik pozytywnego myślenia" to tytuł niezwykle sugestywny. Jeden rzut oka na sympatyczną, filmową okładkę i czytelnik zaczyna wyobrażać sobie nie wiadomo co. Myśli, że ta książka może zmienić jego życie, nauczy go, jak pielęgnować w sobie wiarę w lepszą przyszłość i optymizm nawet w najbardziej kryzysowych sytuacjach, jak myśleć pozytywnie i patrzeć na wszystko z zupełnie nowej perspektywy... Jeden tytuł i ludzie, w zamian za opanowanie umiejętności patrzenia przez różowe okulary, gotowi są pognać do biblioteki czy nawet bez zastanowienia włożyć książkę do swojego koszyka. Na "Poradnik pozytywnego myślenia" łatwo się "nadziać" właśnie dzięki temu pozytywnemu pierwszemu wrażeniu. Potem pozostaje już tylko mimowolne zgrzytanie zębów i wrażenie, że to, co najlepsze w tej książce (czyli tytuł) już za nami.
Jeśli bardzo się czegoś pragnie, zawsze jest nadzieja.
Pat mimo wszystko myśli pozytywnie. Żyje w przeświadczeniu, że jego życie jest tylko filmem, który wkrótce zakończy się happy endem. Co z tego, że opuściła go żona? Co z tego, że właśnie wrócił z zakładu psychiatrycznego, nie panuje nad sobą, a jego relacje z ojcem nie należą do najlepszych? Co z tego, że musi walczyć z niechcianym towarzystwem pięknej Tiffany, a na dodatek prześladuje go piosenka Kenny'ego G.? To wszystko nic. Remedium na wszelkie problemy są setki brzuszków dziennie, wiele przebiegniętych kilometrów, kilka klasyków literatury amerykańskiej, ćwiczenie bycia miłym oraz garść kolorowych pastylek.
Hemingway kłamie.
Pomysł na książkę wydaje się po prostu wymarzony. Po kilku pierwszych stronach czytelnik, wprowadzony do świata Pata, który początkowo wydaje się rozmazany i niejasny, zaczyna czuć wzmagającą się ciekawość. Zastanawia się nad przedstawioną rzeczywistością, próbuje znaleźć odpowiedź na pojawiające się znaki zapytania i z niecierpliwością czeka na dalszy rozwój wypadków. Ale niestety akcja powieści nie za bardzo chce się rozwijać... Raczej wlecze się powoli, skupia na mało znaczących szczegółach i rozwleka w nieskończoność to, co właściwie nic nie wnosi do fabuły (zdecydowanie za dużo miejsca poświęcono meczom futbolu i obszernym opisom sytuacji drużyny Orłów). W końcu nie wiadomo już, czy kontynuować lekturę, czy po prostu dać sobie z tym wszystkim spokój. Pobudzona ciekawość zaczyna przechodzić w rozdrażnienie aż w końcu na polu bitwy pozostaje tylko znudzenie i towarzyszące mu pytanie: "O co właściwie w tej książce chodzi?".

Może rzecz miałaby się zupełnie inaczej, gdyby nie fakt, że "Poradnik pozytywnego myślenie" jest debiutem Matthew Quicka (chociaż bywają przecież debiuty dobre czy nawet rewelacyjne). Książka napisana jest językiem zbyt prostym, by czytanie sprawiało prawdziwą przyjemność. Relacja wydarzeń sprawia wrażenie, jakby wyszła spod ręki przedszkolaka, choć być może jest to stylizacja na tok myślenia mężczyzny po przejściach, który, wobec pobytu w szpitalu psychiatrycznym, cofnął się w rozwoju. Mimo wszystko podążanie za tymi nieskomplikowanymi komunikatami wcale nie sprzyja lekturze, lecz raczej jest zajęciem niezwykle nużącym i żmudnym.

Bohaterowie powieści wydają się szarzy i mało interesujący. Żadna z postaci nie jest w stanie na dłużej przykuć uwagi. W rezultacie "Poradnik pozytywnego myślenia" wydaje być się dziełem wymuszonym, nijakim, bez polotu. Książką, która nic do życia nie wnosi, nie mówiąc już o spodziewanych przemianach. Książką, której równie dobrze można nie przeczytać wcale. 
Czytaj dalej

Miłość syreny i inne historie, czyli Krótki Przewodnik po filmach Disneya #2

Witajcie!
Po blisko miesięcznej przerwie pora na kolejną odsłonę Krótkiego Przewodnika po filmach wujka Disneya. Na dzisiaj przygotowałam dwie kultowe produkcje, które śmiało można określić klasyką swojego gatunku. Nie ma mowy, by ktoś ich wcześniej nie oglądał, nie mówiąc już o sytuacji, w której ich tytuły brzmiałyby obco. Te filmy po prostu są czymś, z czym wcześniej czy później się stykamy, będąc dziećmi. Łączy je jedno. Miłość, która nie zważa na przeciwności, która łamie stereotypy i schematy. No i oczywiście uczy nas marzyć, nawet wtedy, gdy nasze pragnienia wydają się nierzeczywiste i niemożliwe do zrealizowania. Musimy o nie tylko trochę powalczyć.
Obiecuję, że tym razem będzie krótko i na temat, jak na Krótki Przewodnik po Disney'u przystało. :)

"Piękna i Bestia"


animation film disney vintage christmas"Piękna i Bestia" to jeden z tych filmów, w których nie znałam umiaru, będąc jeszcze pacholęciem. Historia pięknej dziewczyny i mało urodziwego, lecz za to wzbudzającego sympatię Bestii od początku podbiła moje serce. Może dlatego, że starannie utrwalany przez całe wieki schemat nie został tutaj powtórnie użyty. W każdej "porządnej" bajce jest przecież piękna księżniczka (najlepiej jeszcze, żeby owa piękność była złotowłosa), jest także cudny i nudny młodzieniec, względnie rycerz w lśniącej zbroi, ratujący sierotkę uwięzioną w wieży. Potem wszystko idzie już jak z płatka. Biorą ślub, urządzają huczne wesele, na które spraszają pół królestwa (dokładnie to pół królestwa, które obiecał wybawcy ojciec dziewczyny) i żyją długo i szczęśliwie.

A jak jest w "Pięknej i Bestii"? Olśniewającego księcia brak. Darmo doszukiwać się także odważnego rycerza. Jest za to Bestia, skrywający pod niezbyt zachęcającą powierzchownością, kochające i czułe serce. Łatwo jest kochać kogoś, kto od samego początku wzbudza nasz zachwyt (patrz: złotowłosy przystojniak w koronie), trudniej przekonać się do osoby, która wzbudza nasz lęk. Trzeba mieć odwagę, by odkryć jego prawdziwe oblicze, nie zrażać się murem niedostępności i oschłości. Dlatego właśnie ta historia jest tak niezwykła. Bo pokazuje, że nie warto ufać własnym oczom, ale posłuchać serca.

Swoją drogą szkoda, że mainstreamowej tradycji musiało stać się zadość i Bestia koniec końców przestał być Bestią. W roli wymuskanego książątka prezentował się znacznie gorzej. Mimo to serdecznie polecam wszystkim fanom bajek, którzy nie zrażają się śpiewającym i podgrygującym w rytm muzyki, porcelanowym serwisem do herbaty.
 disney beauty and the beast disney kiss

"Mała Syrenka"


"Mała Syrenka" to niewątpliwie jedna z najbardziej przytłaczających i depresyjnych baśni Andersena. I właśnie na podstawie tego utworu dobry Disney postanowił zrealizować film, który, Bogu dzięki, swoją fabułą znacznie różni się od pierwowzoru. Tak więc po historii, po której zostaje płacz i zgrzytanie zębów nie pozostał nawet ślad. Przemysł chusteczkowy z pewnością nadal nad tym ubolewa, ale "Mała Syrenka" w disneyowskiej odsłonie stała się kolejną wspaniałą bajką z kolejnym, lecz nieprzeszkadzającym w najmniejszym stopniu nikomu, happy endem. 
disney ariel the little mermaid little mermaid

I tutaj zakochanej parze dużo brakuje do modelu standardowego. Wystarczy wspomnieć, że jedną ze stron jest syrena o wdzięcznym imieniu Ariel (teraz przywodzącym na myśl skojarzenia proszku do prania). Zakochana po płetwę w czarującym przedstawicielu lądowego świata oraz wiedziona młodzieńczym buntem (taki wiek) postanawia opuścić na zawsze podmorskie królestwo swojego ojca, Trytona. W tym celu gotowa jest podjąć każdą, nawet najbardziej karkołomną decyzję.

I ta produkcja również zachwyca piękną, inspirowaną baśnią Andersena historią. A gdy jeszcze do tego na ekranie pojawia się okrutnie zła, choć równie intrygująca postać, to podążanie za bajkową akcją staje się prawdziwą przyjemnością. 
Podróż z podmorskiego do lądowego świata staje się jeszcze przyjemniejsza dzięki wspaniałym piosenkom śpiewanym już nie przez porcelany imbryk i filiżanki, ale wszystko, co tylko ma na to ochotę. 
Czytaj dalej

Wakacyjne plany czytelnicze

W ostatnim czasie w  książkowej blogsferze dosłownie zaroiło się od list z książkami na wakacje. W takich właśnie postach Kasia B., Marysia C. czy też Pelagia A. piszą o swoich planach na poszerzanie czytelniczych horyzontów. Prezentują wykaz pozycji, od których liczby może zakręcić się w głowie, ustalają plan minimum, maksimum, ogłaszają wszem i wobec swój udział w wyzwaniach, które je niezmiernie cieszą, mnie zaś tylko przerażają.
A co pisze w tym czasie Kania Frania? Nic. Bo czytelniczy plan Kani Frani na wakacje nosi wdzięczny tytuł: "Brak planu". Jak zawsze. Dlatego już dzisiaj wiem, że to, co już przeczytałam i jeszcze przeczytam jest niemal tylko i wyłącznie sprawą ślepego losu. I jak na razie wydaje mi się, iż ta metoda działa całkiem nieźle. 

Istnieje jednak grupa książek, z którymi chętnie zaznajomiłabym się w ten miły, letni czas. Bo czy istnieje lepszy moment na odrabianie czytelniczych (tak po prawdzie, to każdych) zaległości niż wakacje? Chyba nie. 
Zatem, nie przedłużając, oto one. Książki, które chętnie bym przeczytała, które być może w najbliższych dniach czy tygodniach wpadną w moje ręce, ale z przyczyn ode mnie niezależnych, może stać się zupełnie odwrotnie. 

"Małe życie" 

Mówią, że nie można oceniać książki po okładce, ale w przypadku "Małego życia" naprawdę trudno pozostać wiernym tejże zasadzie. Fabuła także zapowiada się obiecująco.W tej powieści jest coś intrygującego i czuję, że powoli przyciąga mnie jak magnes. A to uczucie staje się tym silniejsze, im więcej widzę recenzji i opinii. 

"Poradnik pozytywnego myślenia"

To książka z serii "Zawsze chciałam przeczytać, ale jakoś mi nie było po drodze". Tym razem się jednak nie wymknie. W chwili, gdy piszę te słowa leży spokojnie na blacie mojego biurka i czeka na swój moment. Optymizmu nigdy za wiele, pozytywne myślenie czyni cuda, więc liczę na to, że czegoś się z tej powieści nauczę.

"Przypadek Adolfa H."

Zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdyby Adolf Hitler został jednak przyjęty do szkoły artystycznej? Jak teraz wyglądałby świat? Jak potoczyłoby się nie tylko jego życie, ale też życia milionów ludzi ze wszystkich zakątków globu? Czy nazwisko Hitlera znajdowalibyśmy teraz jedynie w podręcznikach do historii sztuki i albumach z dziełami dwudziestowiecznych artystów? Czy pisalibyśmy o nim wypracowania w szkole jako wybitnym przedstawicielu ubiegłego stulecia? E.-E. Schmitt, autor absolutnie wspaniałego "Oskara i Pani Róży" usiłuje odnaleźć odpowiedź na to pytanie. I tej właśnie odpowiedzi jestem niezmiernie ciekawa.

"Wojna i pokój"

A oto lektura, przez którą zamierzam z powodzeniem przebrnąć (nazwałabym ją książką większego kalibru) w ramach poznawania arcydzieł światowej literatury. Wcześniej czy później i tak przyszedłby na nią czas, więc może zdecyduję się na tę pierwszą opcję?

"Tove Jansson: Mama Muminków"

Kto nie zna Muminków, ten chyba nigdy nie był dzieckiem. Jako wielka fanka tych bajkowych postaci wpadłam na trop bardzo interesującej biografii, opowiadającej właśnie o Tove Jansson. Wymyślić takie Muminki to przecież nie byle co! Wystarczy tylko o wspomnieć, że królują w wyobraźni dzieci z całego świata nieprzerwanie od wielu dziesięcioleci...
Czytaj dalej

Cień geniuszu. Recenzja "Cienia wiatru" C.R. Zafona

Barcelona. Pierwsze lata po wojnie. Ponure uliczki przesycone zapachem głodu, śmierci i strachu. Smutni, zagubieni w labiryncie miasta ludzie, snujący się po nim niczym swoje własne cienie. A wśród nich tajemniczy człowiek z twarzą poparzoną do tego stopnia, że wydaje się wcale jej nie mieć. Człowiek bez powiek i warg. Człowiek bez uśmiechu, wionący zapachem spopielonych książek.

Kiedy Daniel Sempere, przywiedziony przez swego ojca do Cmentarza Zapomnianych Książek, wśród setek zakurzonych woluminów dostrzega "Cień wiatru" zupełnie nieznanego pisarza, Juliana Caraxa, nie wie jeszcze, że tym samym rozpoczyna najniebezpieczniejszą przygodę życia. Odtąd jego losy nieodwracalnie splatają się z losami zagubionego w wirze historii twórcy. Daniel, zafascynowany twórczością Caraxa, postanawia poznać jego historię, zgłębić każdy pozostawiony ślad. Powoli zbliża się do rozwikłania zagadki życia pisarza, rzucając światło na cień mrocznej tajemnicy.

"Cień wiatru" to historia, która urzeka od pierwszych stron czymś, co wielu próbowało nazwać, ale dotąd nikomu się to nie udało. To jest właśnie to "coś", co sprawia, że książka zaczyna wykraczać poza rzeczywistość znaną i łatwą do sprecyzowania, staje się arcydziełem. Czytelnik z łatwością może to poczuć już od pierwszej strony, zagłębiając się w świat wykreowany z wielką starannością, a mimo to doprawiony sporą dozą magii i spowity tajemnicą. Żadne słowo w tej książce nie jest zbyteczne, w żadnym miejscu nie odnosi się wrażenia, że czegoś brakuje. Wszystko dzieje się wtedy, kiedy dziać się powinno, właściwi ludzie porozstawiani są na swoich miejscach, misternie utkana siateczka zaskakujących powiązań zadziwia swoją autentycznie trudną do rozszyfrowania budową. Krok po kroku czytelnik zdobywa nowe informacje, by w końcu odkryć, że tak naprawdę żył z daleka od prawdy, był mamiony jedynie marami przeszłości, nękany niejasnymi przeczuciami, którym łatwo dał się zwieść. Podczas lektury "Cienia wiatru" nie ma miejsca na rozczarowania. Powieść nie ma momentów słabszych i gorszych. Po prostu jest całością, cieniem ideału i doskonałości. Od początku do samego końca.
Sekret wart jest tyle, ile warci są ludzie, przed którymi powinniśmy go strzec.
"Cień wiatru" pozwala zanurzyć się w atmosferę Barcelony pierwszych lat po wojnie. Poznać szarość barcelońskiego dnia, smutek zawiedzionych nadziei i rozpacz utraconych chwil, ale także ogień namiętności. Nie sposób oderwać się od historii, która pochłania człowieka niemal momentalnie. Poznawanie tego świata tak przepełnionego nieszczęściem i przygniecionego ogromem ludzkich tragedii, a jednocześnie tak urzekającego i budzącego ciekawość, staje się prawdziwą ucztą dla duszy. Czytelnik delektuje się gorzkim smakiem przedstawionej w "Cieniu wiatru" rzeczywistości, powoli zostaje zalewany przez setki różnych uczuć. I choć w czasie lektury przy niegasnącym podekscytowaniu przeważa dojmujący smutek czy nawet przerażenie, to zdarzają się momenty, w których nie sposób nie roześmiać się w głos. "Cień wiatru" to po prostu zachwycająca, a przy tym niezwykle intensywna podróż po przedziwnych kolejach ludzkiego losu.
Czytać to bardziej żyć, to żyć intensywniej.
Autor jest absolutnym mistrzem w swojej dziedzinie. Bawi się słowem, maluje swój świat nieznanymi barwami. Jego język przetykany jest wieloma porównaniami, poetyckimi metaforami, które w innych okolicznościach irytują, tutaj nadają powieści właściwego kolorytu. Świat Zafona przypomina zbiór pięknych, starych fotografii, luźno spiętych ze sobą obrazów, kryjących w sobie czarodziejską moc.

"Cień wiatru" to książka, która zachwyca. Dzieło, którego nie zapomina się mimo upływu lat. Bo trudno wymazać z pamięci nieprzeciętnych postaci, ich charakterów odmalowanych z taką dokładnością, ich kalekich serc i dusz, kryjących w sobie wiele tajemnic. Trudno zapomnieć także tak znakomicie skonstruowanej fabuły, w której losy różnych ludzi- dobrych, złych, naiwnych, pogubionych, mściwych, kochających, szalonych, genialnych- łączą się w jedną całość. 
"Cień wiatru" wiedzie nas przed szlak miłości przeklętej, nieszczęśliwej, niewolnej od słabości, całkowicie niedoskonałej. Miłości, która zatruwa serca, łamie życia, budzi wielkie namiętności. Ale przede wszystkim opowiada o czymś, czego nie da się wyrazić słowami. O czymś, co trwa i pozostaje, gdy kończą się wszystkie historie. O czymś, co jest tylko cieniem.
Istniejemy póki ktoś o nas pamięta.
Czytaj dalej