animowane

Miłość syreny i inne historie, czyli Krótki Przewodnik po filmach Disneya #2

18:38

Witajcie!
Po blisko miesięcznej przerwie pora na kolejną odsłonę Krótkiego Przewodnika po filmach wujka Disneya. Na dzisiaj przygotowałam dwie kultowe produkcje, które śmiało można określić klasyką swojego gatunku. Nie ma mowy, by ktoś ich wcześniej nie oglądał, nie mówiąc już o sytuacji, w której ich tytuły brzmiałyby obco. Te filmy po prostu są czymś, z czym wcześniej czy później się stykamy, będąc dziećmi. Łączy je jedno. Miłość, która nie zważa na przeciwności, która łamie stereotypy i schematy. No i oczywiście uczy nas marzyć, nawet wtedy, gdy nasze pragnienia wydają się nierzeczywiste i niemożliwe do zrealizowania. Musimy o nie tylko trochę powalczyć.
Obiecuję, że tym razem będzie krótko i na temat, jak na Krótki Przewodnik po Disney'u przystało. :)

"Piękna i Bestia"


animation film disney vintage christmas"Piękna i Bestia" to jeden z tych filmów, w których nie znałam umiaru, będąc jeszcze pacholęciem. Historia pięknej dziewczyny i mało urodziwego, lecz za to wzbudzającego sympatię Bestii od początku podbiła moje serce. Może dlatego, że starannie utrwalany przez całe wieki schemat nie został tutaj powtórnie użyty. W każdej "porządnej" bajce jest przecież piękna księżniczka (najlepiej jeszcze, żeby owa piękność była złotowłosa), jest także cudny i nudny młodzieniec, względnie rycerz w lśniącej zbroi, ratujący sierotkę uwięzioną w wieży. Potem wszystko idzie już jak z płatka. Biorą ślub, urządzają huczne wesele, na które spraszają pół królestwa (dokładnie to pół królestwa, które obiecał wybawcy ojciec dziewczyny) i żyją długo i szczęśliwie.

A jak jest w "Pięknej i Bestii"? Olśniewającego księcia brak. Darmo doszukiwać się także odważnego rycerza. Jest za to Bestia, skrywający pod niezbyt zachęcającą powierzchownością, kochające i czułe serce. Łatwo jest kochać kogoś, kto od samego początku wzbudza nasz zachwyt (patrz: złotowłosy przystojniak w koronie), trudniej przekonać się do osoby, która wzbudza nasz lęk. Trzeba mieć odwagę, by odkryć jego prawdziwe oblicze, nie zrażać się murem niedostępności i oschłości. Dlatego właśnie ta historia jest tak niezwykła. Bo pokazuje, że nie warto ufać własnym oczom, ale posłuchać serca.

Swoją drogą szkoda, że mainstreamowej tradycji musiało stać się zadość i Bestia koniec końców przestał być Bestią. W roli wymuskanego książątka prezentował się znacznie gorzej. Mimo to serdecznie polecam wszystkim fanom bajek, którzy nie zrażają się śpiewającym i podgrygującym w rytm muzyki, porcelanowym serwisem do herbaty.
 disney beauty and the beast disney kiss

"Mała Syrenka"


"Mała Syrenka" to niewątpliwie jedna z najbardziej przytłaczających i depresyjnych baśni Andersena. I właśnie na podstawie tego utworu dobry Disney postanowił zrealizować film, który, Bogu dzięki, swoją fabułą znacznie różni się od pierwowzoru. Tak więc po historii, po której zostaje płacz i zgrzytanie zębów nie pozostał nawet ślad. Przemysł chusteczkowy z pewnością nadal nad tym ubolewa, ale "Mała Syrenka" w disneyowskiej odsłonie stała się kolejną wspaniałą bajką z kolejnym, lecz nieprzeszkadzającym w najmniejszym stopniu nikomu, happy endem. 
disney ariel the little mermaid little mermaid

I tutaj zakochanej parze dużo brakuje do modelu standardowego. Wystarczy wspomnieć, że jedną ze stron jest syrena o wdzięcznym imieniu Ariel (teraz przywodzącym na myśl skojarzenia proszku do prania). Zakochana po płetwę w czarującym przedstawicielu lądowego świata oraz wiedziona młodzieńczym buntem (taki wiek) postanawia opuścić na zawsze podmorskie królestwo swojego ojca, Trytona. W tym celu gotowa jest podjąć każdą, nawet najbardziej karkołomną decyzję.

I ta produkcja również zachwyca piękną, inspirowaną baśnią Andersena historią. A gdy jeszcze do tego na ekranie pojawia się okrutnie zła, choć równie intrygująca postać, to podążanie za bajkową akcją staje się prawdziwą przyjemnością. 
Podróż z podmorskiego do lądowego świata staje się jeszcze przyjemniejsza dzięki wspaniałym piosenkom śpiewanym już nie przez porcelany imbryk i filiżanki, ale wszystko, co tylko ma na to ochotę. 

animowane

Krótki przewodnik po filmach Disneya #1: "101 Dalmatyńczyków"

19:00

Całkiem niedawno wpadłam na genialny pomysł. W ramach urozmaicenia tematyki bloga postanowiłam poprzeplatać recenzje książek i filmów tekstami o czymś, o czym mogę mówić całymi godzinami i co jest mi szczególnie bliskie od najmłodszych lat. O filmach wujka Disneya. Kto nie wychował się na tych produkcjach? Kto nie uronił ani jednej łzy? Kto podczas oglądania ani razu głośno się nie roześmiał? Kto nie nucił piosenek śpiewanych przez księżniczki, rycerzy, książąt, złodziejaszków, tajemnicze stwory, potwory i masę innych postaci, które od kilkudziesięciu lat przewijają się przez kolejne filmy? Chyba nie ma takiej osoby. I właśnie dlatego produkcje Disneya są absolutnym fenomenem. Czymś, co tkwi w nas mimo upływu lat. Czymś, co bawi dziecko, nastolatka, dorosłego i staruszka. Czymś, za czym może czasem nieświadomie tęsknimy.



Kiedy zaplanowałam już cykl poświęcony Disneyowi, myślałam, że jestem szalenie oryginalna. Potem jednak rozejrzałam się trochę i... niestety, nie jestem. Jak to jest możliwe, że w tylu głowach naraz rodzą się podobne pomysły? Że spośród tylu tematów wybieramy akurat ten sam? To się chyba nazywa pokrewieństwo dusz. :) Dobrze, że nie kierował mną konformizm. Konformizm to jedna z tych rzeczy, na które mam ciężką alergię.
Początkowo cykl miał mieć formę TOP 5 albo TOP 10, ale nie wypaliło. W moim przypadku zamknięcie się w pięciu ulubionych filmach jest po prostu niemożliwe. Więc spore grono ulubieńców podzieliłam na kilka (kilkanaście?!) tur.

Ale nie przedłużając, zaczynajmy! Dziś pora na:

101 Dalmatyńczyków


Nie mam pojęcia, dlaczego zaczynam właśnie od tej "bajki". Może dlatego, że jest bardzo często pomijana we wszelkiego rodzaju zestawieniach. Nigdy jeszcze na pytanie: "Który film Disneya lubisz najbardziej?" nie otrzymałam odpowiedzi: "101 Dalmatyńczyków". Za to często słyszę, że pozycja ta specjalnie daną osobę nie interesowała, więc tak się jakoś złożyło, że nigdy nie została przez nią obejrzana. Osobiście czuję do "Dalmatyńczyków" wielką sympatię. Były czasy (bardzo zresztą zamierzchłe), kiedy wprost katowałam tę bajkę, oglądając ją niemal dzień w dzień.

Jest to jedna z tych animacji, których głównymi bohaterami są zwierzęta, choć delikatnie uczłowieczone. Wszystko zaczyna się, gdy pewien właściciel dalmatyńczyka podczas spaceru w parku poznaje piękną kobietę ("całkiem przypadkiem" posiadającą psa tej samej rasy). Jak się okazuje zarówno pupile, jak i ich właściciele szybko się w sobie zakochują i postanawiają odtąd razem kroczyć przez życie. Początkowo wszystko układa się pomyślnie. Na świat przychodzą małe dalmatyńczyki i cała rodzinka pędzi spokojne, radosne życie w domku na zacisznych przedmieściach dużego miasta. Wkrótce jednak szczenięta zostają skradzione. Odtąd cała rodzina oddaje się poszukiwaniom, a sprawa kradzieży staje się punktem wyjścia do szeregu nieoczekiwanych zdarzeń, zabawnych sytuacji i perypetii.


Pisząc o tym filmie, nie sposób nie wspomnieć o postaci, którą zna chyba każdy. Pewnej niesamowicie charakterystycznej, ekscentrycznej wielbicielce futer, bez przerwy palącej długie papierosy, czyli Cruelli de Mon. Moim zdaniem jest to jedna z najbardziej intrygujących, bajkowych antybohaterek, wcielenie wszystkich możliwych negatywnych cech (z ciężkim nałogiem włącznie). Właściwie równie dobrze ten film mógłby się nazywać "Cruella de Mon", ponieważ to ona gra w nim pierwsze skrzypce i jest duchem sprawczym zdarzeń. Choć z pewnością w większości nie budzi pozytywnych emocji (w tym przypadku jestem odmieńcem), to jednocześnie wzbudza zainteresowanie. Bez niej ten film nie byłby już tak barwny i wyjątkowy. Cruella de Mon jest przecież jedyna w swoim rodzaju i nie wiem, czy w jakiejkolwiek innej bajce powstała tak idealnie wykreowana antybohaterka.


"101 Dalmatyńczyków" to klasyczny film Disneya. Widz znajdzie w nim sporą dawkę miłości, przyjaźni, oddania i ciepła. Co prawda wymienione wartości zostaną zrównoważone przez chciwość, chęć zysku i "paskudny charakterek" Cruelli de Mon, ale koniec końców wszystko, co złe zostanie napiętnowane i pokonane. I tak niech zostanie! ;)