artykuł

Kiedy pisarze wreszcie zmądrzeją? #2

12:55

Pod moim ostatnim postem pod tym samym tytułem pojawiły się głosy (a raczej jeden niezwykle rozsądny głos), że owszem, pomysł na tekst miałam całkiem niezły, ale trochę nie wykorzystałam tkwiącego w nim potencjału. Nie zmierzyłam się z tematem w całej rozciągłości. Słowem: Można było napisać znacznie więcej. Oczywiście, jak to ja, próbowałam dyplomatycznie odeprzeć zarzuty, sypiąc przy okazji wątpliwymi mądrościami w stylu "Im dalej w las, tym więcej drzew", ale prawda jest okrutna i niestety niemożliwa do zatuszowania. Przynajmniej przed samym sobą. W końcu musiałam posypać głowę popiołem i przyznać w duchu: "Poszłam po linii najmniejszego oporu, na skróty, byle jak. Słaba ze mnie blogerka".
I właśnie dlatego postępuję dzisiaj jak marny pisarz (ale o tym później) i piszę drugą część mojego blogowego dzieła. Jeżeli dobrze pójdzie, to wkrótce powstanie z tego cała seria o błędach literatów, których było, jest i będzie zawsze cała masa. Dzięki temu kapituła nagrody literackiej Nike ma odrobinę mniej pracy. :)

#1 Schematy literaty

Odkąd zaczęłam czytać książki (a było to wiele lat temu) zachodzę w głowę, czy nie istnieje publikacja- literacki niezbędnik z motywami, zakończeniami i rozwiązaniami fabularnymi gotowymi do użycia. Coś jak karta wzorów w studiu tatuażu albo katalog fryzur w salonie fryzjerskim. Bogu dzięki, nie zawsze, ale i tak wystarczająco często powieści, nawet niezbyt spokrewnione ze sobą gatunkowo, przejawiają zastanawiające podobieństwo. Podobne postacie, charaktery, zwroty akcji i punkty kulminacyjne nieraz stają się prawdziwą plagą zalewającą wydawniczy rynek. Nie chodzi tutaj nawet o podobne motywy i realia, ale o zwykłą, pospolitą szablonowość i jakże bliską ludzkiej naturze pokusę odgrzewania, powielania i odtwarzania. 
Tak samo, jak kilkukrotne odmrażanie mięsa nie jest ani zdrowe, ani smaczne (naszło mnie drodzy państwo na dziwne porównania), tak samo częstowanie czytelnika wciąż tym samym może skutkować czytelniczym bólem brzucha. Przewidywalność, choć kusząca, nie jest korzystna dla żadnej ze stron. Obie rozleniwia w równym stopniu. 

#2 W labiryncie wyobraźni

Zdarzyło Wam się czytać książkę, w której autor sam zapętlił się w toku własnego rozumowania? Albo w której przytoczył tak wielką liczbę nazw, imion, koligacji i powiązań, że sam zgubił trop i Marysia, stryjeczna wnuczka babci Andzi stała się jej rodzoną siostrą? Muszę przyznać, że kilkukrotnie natknęłam się na takie przypadki. I nie do końca rozumiem, po co w ten sposób komplikować sobie pracę. Po co wspominać o tysiącach ludzi, miejsc i zdarzeń zamiast skupiać się na sednie sprawy? Zaklinowanie się w labiryncie własnej inwencji twórczej często jest gorsze niż schematyczność (może dlatego właśnie tak wielu w nią ucieka), bo przez nie autor traci coś niezwykle cennego. Zaufanie. Ufność, że jest dobrym przewodnikiem po swoim świecie.
A co, kiedy okazuje się, że wcale tego świata nie zna? Że wymyślił go sobie naprędce? Wtedy przestaje być wiarygodny i... nie warto go czytać.
(PS Dlatego właśnie Tolkien jest mistrzem! Swój świat znał na wylot, łącznie z elfickim alfabetem i drzewem genealogicznym władców Gondoru!)

#3 Uśmiercanie akcji

Niestety, jest to zjawisko niezwykle powszechne. Niektórzy autorzy mają w zwyczaju wtrącanie licznych dygresji, rozbijanie się o mniej i bardziej znaczące (częściej mniej) detale świata przedstawionego, opisywanie zajść niewnoszących do akcji powieści zupełnie niczego. No może z wyjątkiem kilkunastu dodatkowych stron...
W ten sposób akcja książki ciągnie się w nieskończoność, a miejscami nawet zupełnie utyka, a czytelnik zostaje w podstępny sposób uspany. I już wkrótce nie wie ani ten, który pisze, ani ten, który czyta, o czym właściwie jest ta książka i ku czemu zmierza. 

#4 Zostawmy trochę na później

Światem ludzkim rządzi pieniądz. Niestety... 
Ostatnio, będąc w jednej z pobliskich księgarni byłam świadkiem rozmowy
dwóch dziewczyn, które zaczęły przerzucać się opiniami na temat znalezionych na półkach książek. Jedna z nich z wypiekami na twarzy dokonała entuzjastycznej recenzji zauważonej serii powieści. I wszystko by było dobrze, gdyby nie dodała: "Pierwsza część była rewelacyjna, ale druga została napisana pod trzecią. Ostatnie zdanie wskazywało, że to jeszcze nie koniec".
Trend zostawiania na później jest o tyle popularny, co i szkodliwy. Po prostu psuje literaturę. Dotyczy zarówno produkcji filmów, jak i "produkcji" książek. Bo jak inaczej można określić masowe, komercyjne wytwarzanie literatury? Kiedy jedna powieść jest tylko pomostem dla następnej (a czasem nawet dziesięciu następnych)? Wówczas nie może ona samodzielnie rozwinąć skrzydeł. Kto wie, jak bardzo byłaby dobra, gdyby szanowny autor delikatnie jej nie "ukrócił" na potrzeby kolejnego dzieła? Dodam tylko:
dzieła sprzedanego w wielu milionach egzemplarzy.

Oczywiście, błędów pisarzy jest znacznie więcej. Ale resztę... zostawmy na później. ;)

Książniczka

Najczęściej czytane książki ostatnich 50 lat

18:37

Dziś przedstawiam Wam listę najczęściej czytanych książek ostatnich pięćdziesięciu lat (oczywiście zakładając, że każda osoba, która zakupiła egzemplarz, przeczytała go chociaż raz). Czy obejdzie się bez niespodzianek? Zobaczymy...
Zacznijmy od końca (tak, wiem, że to wyjątkowo wredne, ale nie mogę się powstrzymać).
Miejsce 10.
"Dziennik Anny Frank"

Książka powstała podczas dwuletniego pobytu w ukryciu nastoletniej Anny Frank i jej rodziny w czasach niemieckiej okupacji Holandii. Spisane wspomnienia, zadziwiające swoją dojrzałością, poruszyły czytelników na całym świecie. Nic dziwnego, że sprzedały się aż w 27 milionach egzemplarzy.

Miejsce 9.
"Myśl i bogać się"

Każdy człowiek chciałby osiągnąć sukces, a najłatwiejsza droga do szczęścia, według większości, wiedzie właśnie przez pieniądze. Jak osiągnąć stan satysfakcji? Na to pytanie starał się właśnie odpowiedzieć Napoleon Hill. Z jego poradami zapoznało się aż 30 milionów czytelników.

Miejsce 8.
"Przeminęło z wiatrem"

Wyciskacz łez. Powieść o miłości z wojną secesyjną w tle, za którą szaleją nie tylko Amerykanie. Na stałe weszła do klasyki literatury światowej, a w ostatnich 50 latach sprzedała się w 33 milionach egzemplarzy.

Miejsce 7.
"Saga zmierzch"

Do dzisiaj fenomen tej sagi pozostaje dla mnie tajemnicą. Cykl książek o wampirach był swego czasu prawdziwym hitem i znajdował się na półce niemal każdej nastolatki. To zmierzchowe szaleństwo na szczęście dobiegło już końca (osobiście uważam, że nigdy nic tak dennego nie cieszyło się takim zainteresowaniem), ale jakby na to nie patrzeć, Stephanie Meyer udało się osiągnąć imponującą liczbę 43 milionów sprzedanych egzemplarzy.

Miejsce 6.
"Kod Leonarda da Vinci"

Książka o ogromnej sile przebicia, niezwykle kontrowersyjna i, dzięki temu właśnie głośna. Sprzedana w 57 milionach egzemplarzy.

Miejsce 5.
"Alchemik"

Nie jestem i już raczej nie będę zwolenniczką twórczości Paulo Coelho, ale nie ulega wątpliwości, iż udało mu się zgromadzić duże grono stałych czytelników. Choć uważam, że zabawa tego pana w filozofa jest dosyć nieudolna, to paraboliczny charakter "Alchemika" i jego przekaz przyciągnął do tej lektury 65 milionów ludzi!

Miejsce 4.
"Władca pierścieni"

Tolkien zajmuje 4. miejsce zupełnie zasłużenie. Nikt w historii nie stworzył swojego literackiego świata z taką skrupulatnością, poświęcając mu zarazem kilkadziesiąt lat życia. "Władca pierścieni" to dzieło niezwykłe, w którym zakochało się wiele milionów czytelników na całym świecie. Świat Śródziemia postanowiło poznać aż... uwaga, uwaga... 103 miliony!

Miejsce 3.
"Harry Potter"

3. miejsce zajmuje niezwykle popularna seria książek dla młodzieży autorstwa pani J.K. Rowling, opowiadająca o przygodach młodego czarodzieja. Czy istnieje osoba, która nie słyszała o tej pozycji? Chyba nie. "Harry Potter" sprzedał się w 400 milionach egzemplarzy.

Miejsce 2.
"Cytaty Przewodniczącego Mao"

Choć początkowo miejsce tej książki w rankingu na tak wysokim miejscu dziwi, to po chwili zastanowienia wydaje się w pełni uzasadnione. To dzieło było "biblią" w czasie rewolucji kulturalnej w Chinach. Każdy Chińczyk musiał się z nim zapoznać, zachęcano nawet do uczenia się fragmentów na pamięć. Znaczenie tzw. "Czerwonej Książeczki" spadło po 1978 roku, ale i tak zdążyła uplasować się na 2. miejscu z kosmiczną liczbą 820 milionów sprzedanych egzemplarzy.

Miejsce 1.
"Biblia"

Co sprawia, że "Biblia" stała się pierwszym światowym bestsellerem? Dlaczego czytają ją nie tylko chrześcijanie? Ponieważ kryje w sobie uniwersalny, wciąż aktualny przekaz. Jest księgą życia, piękną i mądrą, z której każdy z nas może czerpać. Dlatego osiągnęła astronomiczny pułap 3 900 milionów egzemplarzy.

artykuł

Dlaczego czytamy książki?

19:38

Książki towarzyszą człowiekowi od niepamiętnych czasu. Opowieści, początkowo przekazywane ustnie, potem spisywane na pergaminach, przepisywane w skryptoriach przez mnichów przy blasku świec aż w końcu, dzięki wynalazkowi Jana Gutenberga, drukowane na szerszą skalę. Kiedyś warte kilka wsi, dziś to dla nas właściwie chleb powszedni. Wystarczy tylko pójść do biblioteki albo odwiedzić najbliższą księgarnię. Jedno się nie zmieniło, mimo upływu lat. Wciąż rozpalają wyobraźnię ludzi na całym świecie, poszerzają horyzonty, pogłębiają wiedzę, opowiadają nowe historie. I chociaż wielu wieszczyło niezbyt optymistycznie, że rozwój nowoczesnych technologii, Internetu czy telewizji stanie się dla książek gwoździem do trumny, to czytelnictwo nie wymarło. Nadal ma się dobrze. Dlaczego? Dlaczego czytamy książki?


Trampolina
Jestem pewna, że gdyby zadać to pytanie, wielu odpowiedziałoby, że książki to po prostu odskocznia od rzeczywistości. Coś, co pozwala złapać dystans, na chwilę oddalić się od wszystkiego, co nas martwi, boli, smuci, z czym nie do końca dajemy sobie radę. Dzięki książkom z łatwością możemy się zrelaksować, odprężyć, zapomnieć o całym świcie. To taka trampolina, pozwalająca dotknąć gwiazd, a za kilka chwil powrócić znów na ziemię.

19485025911 866f1f3782

Drugie życie i worek doświadczeń

Czytając książki, nie jesteś już Krysią, Marysią czy Zosią. Możesz być, kim chcesz. Poławiaczem pereł, himalaistą, japońską księżniczką, kosmonautą czy elfem. Możesz być nawet tym, kim wcale nie chcesz być. Seryjnym zabójcą, więźniem, afgańskim uchodźcą, szaleńcem, grasującym po ulicach wielkiego miasta... Tak czy inaczej, dzięki książkom zdobywamy doświadczenia, do których najpewniej nie mielibyśmy dostępu, przeżywamy coś, co jest poza naszym zasięgiem, poznajemy nieznane nam światy i rzeczywistości za zamkniętymi drzwiami. Pobieramy życiową lekcję, która może nam się jeszcze kiedyś przydać. Gromadzimy wiedzę, poznajemy świat i ludzi z różnych części globu.

Skrzydła zwane wyobraźnią

Książki rozwijają naszą wyobraźnię, jak mało co. Czynią nas twórczymi, kreatywnymi ludźmi z milionem pomysłów na minutę. To, co innym nie przyszłoby nawet do głowy, dla nas nie jest już niczym dziwnym. Książki inspirują nas, często mówią: "Trzeba być odważnym w marzeniach" albo "Nie ma rzeczy niemożliwych". Pomagają nam uruchomić naszą wyobraźnię, z którą przecież życie jest dużo łatwiejsze, a już na pewno ciekawsze.
Biuro matrymonialne

Nie ważne czy mówimy o Kmicicu, panu Darcy, Mistrzu, Wokulskim czy Aragornie... Książki były, są i mam nadzieję będą źródłem postaci, w których można się zakochać. ;) Choć spotkać już niestety niekoniecznie...

Książniczka

Wakacyjne plany czytelnicze

18:42

W ostatnim czasie w  książkowej blogsferze dosłownie zaroiło się od list z książkami na wakacje. W takich właśnie postach Kasia B., Marysia C. czy też Pelagia A. piszą o swoich planach na poszerzanie czytelniczych horyzontów. Prezentują wykaz pozycji, od których liczby może zakręcić się w głowie, ustalają plan minimum, maksimum, ogłaszają wszem i wobec swój udział w wyzwaniach, które je niezmiernie cieszą, mnie zaś tylko przerażają.
A co pisze w tym czasie Kania Frania? Nic. Bo czytelniczy plan Kani Frani na wakacje nosi wdzięczny tytuł: "Brak planu". Jak zawsze. Dlatego już dzisiaj wiem, że to, co już przeczytałam i jeszcze przeczytam jest niemal tylko i wyłącznie sprawą ślepego losu. I jak na razie wydaje mi się, iż ta metoda działa całkiem nieźle. 

Istnieje jednak grupa książek, z którymi chętnie zaznajomiłabym się w ten miły, letni czas. Bo czy istnieje lepszy moment na odrabianie czytelniczych (tak po prawdzie, to każdych) zaległości niż wakacje? Chyba nie. 
Zatem, nie przedłużając, oto one. Książki, które chętnie bym przeczytała, które być może w najbliższych dniach czy tygodniach wpadną w moje ręce, ale z przyczyn ode mnie niezależnych, może stać się zupełnie odwrotnie. 

"Małe życie" 

Mówią, że nie można oceniać książki po okładce, ale w przypadku "Małego życia" naprawdę trudno pozostać wiernym tejże zasadzie. Fabuła także zapowiada się obiecująco.W tej powieści jest coś intrygującego i czuję, że powoli przyciąga mnie jak magnes. A to uczucie staje się tym silniejsze, im więcej widzę recenzji i opinii. 

"Poradnik pozytywnego myślenia"

To książka z serii "Zawsze chciałam przeczytać, ale jakoś mi nie było po drodze". Tym razem się jednak nie wymknie. W chwili, gdy piszę te słowa leży spokojnie na blacie mojego biurka i czeka na swój moment. Optymizmu nigdy za wiele, pozytywne myślenie czyni cuda, więc liczę na to, że czegoś się z tej powieści nauczę.

"Przypadek Adolfa H."

Zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdyby Adolf Hitler został jednak przyjęty do szkoły artystycznej? Jak teraz wyglądałby świat? Jak potoczyłoby się nie tylko jego życie, ale też życia milionów ludzi ze wszystkich zakątków globu? Czy nazwisko Hitlera znajdowalibyśmy teraz jedynie w podręcznikach do historii sztuki i albumach z dziełami dwudziestowiecznych artystów? Czy pisalibyśmy o nim wypracowania w szkole jako wybitnym przedstawicielu ubiegłego stulecia? E.-E. Schmitt, autor absolutnie wspaniałego "Oskara i Pani Róży" usiłuje odnaleźć odpowiedź na to pytanie. I tej właśnie odpowiedzi jestem niezmiernie ciekawa.

"Wojna i pokój"

A oto lektura, przez którą zamierzam z powodzeniem przebrnąć (nazwałabym ją książką większego kalibru) w ramach poznawania arcydzieł światowej literatury. Wcześniej czy później i tak przyszedłby na nią czas, więc może zdecyduję się na tę pierwszą opcję?

"Tove Jansson: Mama Muminków"

Kto nie zna Muminków, ten chyba nigdy nie był dzieckiem. Jako wielka fanka tych bajkowych postaci wpadłam na trop bardzo interesującej biografii, opowiadającej właśnie o Tove Jansson. Wymyślić takie Muminki to przecież nie byle co! Wystarczy tylko o wspomnieć, że królują w wyobraźni dzieci z całego świata nieprzerwanie od wielu dziesięcioleci...