epidemia

Teatr w czasach zarazy odc. 1 | Zemsta

16:00


Zemsta, czyli komedia, którą każdy Polak zna, choćby i nie chciał. Do najnowszej produkcji Teatru Telewizji podchodziłam z dużą rezerwą. Onieśmielają mnie kontusze, jowialni panowie szlachta o nalanych twarzach, waszmoście głośni, bo najczęściej po spożyciu. Ród Sarmatów bywa nieznośny, mówi Wam to osoba, która w ramach rodzinnej solidarności wielokrotnie towarzyszyła Danielowi Olbrychskiemu w jego aktorskiej przygodzie z samym Andrzejem Kmicicem.
            Zmierzenie się z klasyką jest zadaniem o tyle obiecującym, co niebezpiecznym. Klasyka nigdy nie jest terra incognita, a to znaczy, że nasi tu byli. Jak uniknąć kalek, jak nie strzelić sobie w stopę, miotając się w ojcobójczych zamierzeniach (Moje będzie inne). Nie mam pojęcia. Ale Redbad Klynstra – Komarnicki wie.
            Co najbardziej podobało mi się w Zemście? Że nie była za bardzo. Za bardzo rewolucyjna, za bardzo współczesna, zresztą za bardzo tradycyjna też nie. Była za to niezwykle przyjemna i odprężająca. Myślę, że takiego teatru, po obejrzeniu wszystkich ważnych i wyczerpujących spektakli–objawień, też potrzebujemy. A w czasie epidemii, która sama w sobie jest wyczerpująca, potrzeba ta staje się jeszcze sielniejsza. ZemstaKlynstry – Komarnickiego jest, jak kubek ulubionej herbaty i ciepły pled na plecy. Pokazuje nam galerię dobrze znanych, pociesznych, narodowych gąb i mówi: Zawsze coś z nami było nie tak, ale będzie dobrze

          
        Komedia nadal śmieszy, choć przyznaję, została delikatnie stuningowana. Często stosowanym chwytem jest mówienie aktora wprost do kamery. Moją ulubioną sceną jest chyba ta, w której Papkin śpiewa swoją piosenkę, posługując się językiem Doroty Masłowskiej, głosem rozmigdalonego kastrata. Złoto!
            Pochwalić należałoby również grę aktorską. Postaci są wyraziste, ale nie przerysowane. Wielkie brawa dla wiodących spór Michała Czerneckiego (Cześnika) i Grzegorza Mielczarka (Rejenta). Rafał Zawierucha wyjątkowo przekonująco gra zubożałego, aczkolwiek przekonanego o własnej niezwykłości, Papkina, a Ewa Bułhak z powodzeniem wciela się w rolę zalotnej intrygantki, Podstoliny.
            Co tu dłużej mówić… Sami zobaczcie.

epidemia

Na zarazę w sam raz #1 | improwizowana powieść w odcinkach

18:00


            Na zarazę Zarazekto nowy projekt poczytnych, współczesnych pisarzy, Szczepana Twardocha i Łukasza Orbitowskiego. Każdego dnia w Internecie zamieszczany jest nowy odcinek, a spragnieni rozrywki czytelnicy mogą go przeczytać zupełnie za darmo.

            W czasach ogólnokrajowej stagnacji każda nieoczekiwana inicjatywa, udowadniająca, że duch w narodzie nie zginął (piszę to nie bez ironii), jest na wagę złota. Nigdy nie byłam zwolenniczką utylitarnego traktowania sztuki, ale w tym momencie gotowa jestem przyznać: kultura jest też i po to. By nie pozostawiać samym sobie. By wspierać i dostarczać bodźców, tematów i inspiracji, gdy ich tymczasowo brakuje. Ale też by zmuszać do minimalnego intelektualnego wysiłku.

            Zarazek jest niewymagającym czytadełkiem. Jego lektura zajmuje okamgnienie, ale za to jak cieszy! Literacka improwizacja ma potencjał wybitnie humorystyczny. Nie brakuje w niej elementów groteskowych. Bohaterowie są charakterystyczni, kreśleni śmiałymi pociągnięciami autorskiego pióra.

          
   
               Zdzisio Zarazek to życiowy nieudacznik, którego zgubiła Dziesiąta Muza. Naoglądawszy się detektywów wiodących bogate życie erotyczne, postanowił podzielić ich los. O dziwo jednak, biurowi detektywistycznemu o wdzięcznej nazwie Zarazek niepisane były triumfy. Czytając fragmenty dotyczące głównego bohatera, nie sposób odgonić od siebie obrazów czerwonej, pucułowatej, chłopskiej twarzy, poczwórnego podbródka i śliny cieknącej z kącików ust. 

            Drugą postacią jest Ronald, urzędnik państwowy, również rozczarowany swym losem (zastanawiająca jest powtarzalność tematu męskiego rozczarowania). Gdy wreszcie udało mu się wznieść na wyżyny swoich możliwości, a to znaczy dokonać skoku na państwową kasę, w paradę wszedł mu on. Koronawirus.

            W jaki sposób zejdą się drogi detektywa po przejściach i życiowo poturbowanego funkcjonariusza CBA? I co ma z nimi wspólnego postać ponętnej czterdziestolatki?

            Przeczytajcie.

epidemia

Dzień dobry!

14:30


            Witam wszystkich i kłaniam się nisko.
            Ten blog odżywa w warunkach nietypowych, czasach zarazy, która szybko i niespodziewanie wytrąciła wszystkich z rytmu codziennego, zwyczajnego życia. Jednych przeniosła w tajemniczo brzmiący tryb pracy zdalnej, drugich – wysłała na przymusowy urlop, jeszcze innym pozwoliła na kontynuację pracy zawodowej, wykonywanej odtąd w akompaniamencie strachu i niepewności.
            Dni się wydłużyły (wieczory zresztą też – idzie wiosna), godziny zyskały pojemność, dotychczasowe plany i gorączkowo układane harmonogramy szlag jasny trafił. Można siedzieć i płakać, można pomstować i mięsem rzucać, ale po co, skoro można zaszyć się z ciepłą herbatą i wykorzystać ten czas. Na co? Na odrabianie zaległości, czytanie, oglądanie, słuchanie.
            Ten blog będzie o tym, co inspiruje i inspirować nie przestanie nawet w czasach złowrogiej epidemii. O książkach, filmach, spektaklach, sztuce i jej ludziach. Znajdziecie tu elementy odległe i połączenia nieoczywiste, od Masłowskiej po romantyczne ramoty. Czyli wszystko to, co w duszy mi gra, z wyboru czy konieczności.

Do usłyszenia!