Christie

Królowa kryminału w "Dwunastu pracach Herkulesa"

17:35

Są chwile, w których mamy ochotę dowieść swojej wartości, wspiąć się na wyżyny własnych możliwości i dokonać czegoś spektakularnego, absolutnie niespodziewanego i niezwykłego. 

Słynny detektyw, Herkules Poirot, człowiek fizycznie zupełnie niepodobny do swojego mitologicznego odpowiednika, postanawia wykazać, iż nie nosi jego imienia bez powodu. Przed ostatecznym porzuceniem kariery wpada na błyskotliwy plan wykonania dwunastu ostatnich zleceń, które stałyby się zwieńczeniem jego pracy, kropką nad "i". Wkrótce okazuje się, że wszystkie zadania noszą w sobie podobieństwo do prac mitologicznego bohatera. Nieoczekiwanie stają się celną ripostą na dokonania herosa.

Już od pierwszych stron, ba!, nawet zdań staje się doskonale wyczuwalny specyficzny styl Agathy Christie. Raczej oszczędna w słowa, chłodna i rzeczowa królowa kryminału buduje narrację w sposób zaskakujący. Zupełnie "z boku", bez emocji. Nie nakłada żadnych filtrów na otaczającą czytelnika rzeczywistość, nie stosuje emocjonalnych zmyłek, mających wyprowadzić czytającego w pole. Wręcz przeciwnie, dokładnie prezentuje świat i pozwala czytelnikowi rozejrzeć się po nim samemu, jakby niepodlegle od odczuć i spostrzeżeń Poirota. Każda z prac staje się po części pracą każdego z nas. Dzięki temu mamy szansę rozpocząć pojedynek z jednym z najsławniejszych detektywów w historii literatury. Kto pierwszy dojdzie prawdy? I czyja hipoteza okaże się słuszna?

Charakterystyczna jest także cała atmosfera powieści. Można nazwać ją atmosferą jesiennego Londynu. Chłodna, surowa, deszczowa (?), a do tego pełna elegancji, taktu, wysmakowania, specyficznego, ale ujmującego uroku. No i nieodłącznej odrobiny ironii w wydaniu iście angielskim. Agatha jest prawdziwą specjalistką w poczynionych mimochodem, wyważonych, uszczypliwych uwagach, o których nigdy nie wiadomo czy są na serio, czy też nie.

Moje pierwsze spotkanie z Christie raczej mnie nie zachwyciło. To nieodpowiednie słowo. "Dwanaście prac Herkulesa" to klasyczny (w pełnym tego słowa znaczeniu) kryminał, który potrafi się spodobać. (Najlepiej smakuje przy filiżance aromatycznej, angielskiej herbaty!). Warto się z nim zetknąć, choćby dlatego, że tak "wypada". Zresztą tak samo, jak wypada czytać Sienkiewicza, Mickiewicza, Tołstoja czy Kafkę. Mimo to wszystkie te "ochy i achy" naprawdę trudno mi zrozumieć. Agatha jest i będzie królową kryminału, ale to nie znaczy, że spod jej pióra wychodziły arcydzieła. Dla mnie to zbyt wielkie słowo.

A który Herkules jest wspanialszy? Przekonajcie się sami!
Oto współczesny Herkules, jakże odmienny od tego niesmacznego wizerunku nagiego osobnika z przerostem mięśni, wywijającego maczugą. Ot, mała, zwarta postać, tak bardzo na miejscu, w wielkomiejskim ubraniu i z wąsem- wąsem o zapuszczeniu jakiego antyczny Herkules nie mógłby nawet marzyć, wąsem wspaniałym, a zarazem wyszukanym.

kryminał

Imię arcydzieła - "Imię Róży"

22:08

"Imię róży" od dawna miałam już w swoich czytelniczych planach. I, co dość powszechne, a zarazem smutne, do lektury pchnęła mnie śmierć autora powieści- Umberto Eco. Zaczęło się dużo mówić o nim i jego twórczości, jego dzieła wystawiać na witryny każdej mijanej księgarni, kadzić, wychwalać, wspominać, zachwycać się... Uznałam, że teraz nie mam wyboru i po którąś z powieści tego wybitnego intelektualisty sięgnąć muszę. Padło na "Imię róży".

Akcja powieści toczy się w XIV wieku w znamienitym opactwie benedyktynów w północnych Włoszech, do którego przybywa uczony franciszkanin, Wilhelm z Baskerville wraz ze swoim uczniem, nowicjuszem Adso z Melku. Otoczony sławą człowieka przenikliwego Anglik zostaje poproszony przez opata o rozwikłanie zagadki śmierci jednego z mnichów. Sprawę komplikuje fakt, iż za kilka dni w opactwie ma się odbyć debata teologiczna, w której wystąpią najwięksi dostojnicy kościelni pod przewodnictwem wielkiego inkwizytora, Bernarda Gui. Sytuacja jest kłopotliwa, grozi wybuchem skandalu i zniszczeniem dobrego imienia zakonu. Wkrótce jednak dochodzi do kolejnych morderstw, których trop wiedzie do zakazanej, klasztornej biblioteki.

Wiele jest elementów tej powieści, które budzą zachwyt. Mnie osobiście najbardziej urzekła atmosfera. Lektura "Imienia róży" to najprawdziwsza podróż w czasie do mrocznego, tajemniczego średniowiecza. Świat przedstawiony jest wykreowany tak realistycznie, że miejscami trudno uwierzyć, iż książka ta powstała w wieku XX. Wszystko do siebie pasuje idealnie. Teologiczne rozmowy na tematy ubóstwa, łacińskie cytaty, opasłe tomiska ksiąg zgromadzonych w bibliotece lub żmudnie przepisywanych w skryptorium, uporządkowany według godzin kanonicznych rytm życia mnichów, jak i wszechobecne, zatrważające bogobojnych pogłoski o budzących się ruchach heretyckich, deprawujących ubogą ludność. Widać w tym ogromną wiedzę i niezwykły kunszt literacki Umberto Eco. To niesamowite skonstruować świat z taką dokładnością i umożliwić czytelnikowi rzeczywiste przebywanie w klasztornym wzgórzu.

Niezwykle bogata i rozbudowana jest fabuła. Oprócz wątku kryminalnego można znaleźć w książce mnogość innych, nie wyłączając miłosnego. W centrum uwagi pozostaje jednak oczywiście sprawa tajemniczych zabójstw, wpisujących się w apokaliptyczną konwencję. Ciąg wydarzeń prowadzi do nieprzewidywalnych wniosków i zaskakującego rozwiązania. A cała sprawa toczy się w pobliżu biblioteki i "dziwnej księgi", mającej moc tysiąca skorpionów.

-A ty- zapytałem z dziecinną zuchwałością- nigdy nie popełniasz błędów?
-Często- odparł- Lecz zamiast płodzić jeden tylko, wymyślam ich wiele, tak że nie jestem niewolnikiem żadnego.
Nie sposób pisać o tej książce, nie wspominając o wspaniałych kreacjach bohaterów. Srogi, budzący grozę Bernard Gui, młody i nieco naiwny Adso, lubieżny Salwator czy ponury ślepiec, Jorge- oni wszyscy są postaciami niezwykle autentycznymi i kompletnymi. Posiadają własną, spójną tożsamość, zgodnie z którą postępują i myślą. Ale i tak najwspanialszym bohaterem jest Wilhelm. Ten przenikliwy Anglik to postać nietuzinkowa, były inkwizytor i erudyta, który w ciężkich czasach wieków średnich, nie daje sobą manipulować. W niemal każdej sytuacji kieruje się trzeźwym umysłem, chłodną, spokojną oceną sytuacji. Potrafi ludzi obserwować, dostrzegać ich wady i słabości, przewidywać kolejne kroki, demaskować hipokryzję i głupotę. Wilhelm z Baskerville to postać idealna, która od początku budzi wielki podziw dla swoich wielkich zdolności i niezwykłej metody dochodzenia prawdy.

-Co najbardziej przeraża Cię w czystości?-spytałem.
-Pośpiech.
"Imię róży" jedna z niewielu książek, w których zachwyca zarówno pomysł, jak i wykonanie. Idealnie rozegrana intryga kryminalna, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być głównym wątkiem powieści, okazuje się jedynie pretekstem do przedstawienia  średniowiecznego klasztoru benedyktyńskiego. Czytelnik zostaje podstępem zwabiony do tajemniczych wnętrz biblioteki, w których nietrudno o pomieszanie zmysłów. Ponadto zdobywa wiedzę na tematy, o których wolałby nigdy nie usłyszeć. Dowiaduje się o niecnych postępkach heretyków, braciaszków, towarzyszy Dulcyna, za nic mających moralność i zasady świętej wiary katolickiej. Zanim się spostrzeże, znajduje się w samym środku śmiertelnej debaty teologicznej, otoczony dwoma przeciwnymi sobie obozami, spierającymi się zażarcie o ubóstwo Jezusa. W końcu, tak jak bohaterowie, zaczyna płonąć pragnieniem zdobycia księgi, która pochłonęła już kilka ludzkich istnień.

Dobrem dla księgi jest, by była czytana.
W takim razie "Imię róży" nie ma co się niepokoić. Ta księga, jestem tego pewna, będzie czytana do końca świata.