Kiedy pisarze wreszcie zmądrzeją?

Kiedy pisarze wreszcie zmądrzeją? To pytanie retoryczne. Odpowiedź jest tak oczywista, że w zasadzie nie powinno się stawiać takiego pytania, ale mimo to sytuacja budzi mój sprzeciw. Najgorętszy. Palący. Niedający spać, myśleć i oddychać. (No dobra, przesadziłam. Oddychać mogę w miarę spokojnie). A jednak za niemal każdym razem , gdy sięgnę po jakąś książkę "coś" musi doprowadzać mnie do szewskiej pasji. A już najczęściej kilka cosiów razem, dziwnym zbiegiem okoliczności pojawiających się także w innych powieściach. Czasem czuję, że z powodu naszych częstych spotkań jesteśmy już na niemal przyjacielskiej stopie. Niestety...

Mówi się, że uczymy się na błędach, ale pisarze chyba nie wyznają tej samej zasady, co zwykli śmiertelnicy (a szkoda...).



















#1 Nie wiem, o czym piszę, ale piszę

W pisaniu wyobraźnia to rzecz przydatna. No ale bez przesady. Niektórych ponosi za bardzo. Zwłaszcza wtedy, kiedy piszą książki o czymś, o czym nie mają zielonego pojęcia. Ostatnio w mainstreamowym nurcie literatury (młodzieżowej zwłaszcza) pojawił się trend wplatania w powieści obyczajowe motywów science fiction. Dajmy na to, myśli sobie szlachetny autor: "Nie wiem nic o leczeniu raka, ale co tam, napiszę. Nikt się nie zorientuje". W ten sposób staje się prawdziwym pionierem w dziedzinie medycyny. Ludzie męczą się, studiują sześć lat, a potem jeszcze kończą specjalizację, a szanowny pan literat i tak wie więcej. Nie wiem z kogo chce sobie autor zażartować, ale mnie to nie śmieszy. W ten sposób stek bzdur ląduje w niezwykle chłonnych umysłach młodzieży, która albo odniesie się do treści krytycznie, albo (opcja niewłaściwa, acz częsta) z miłą chęcią w nie uwierzy. 
I w ten sposób wszyscy są zadowoleni. Autor zyskał zastrzyk gotówki, a czytelnicy inny, lepszy świat. Ale czy o to chodzi?

#2 Moda na wampiry

Pamiętacie jeszcze spektakularny sukces sagi "Zmierzch"? Głupie pytanie. Nagle wszyscy rzucili się do księgarni, by zapoznać się z historię "niezwykłej" (piszę to z nie-lekkim przekąsem) miłości. Dziewczyny zaczęły wzdychać do Edwarda (co zaostrzyło się jeszcze po premierze ekranizacji) i postanowiły zazdrościć Belli. Czy jak jej tam było. Nie minęło kilka tygodni, a na półkach zaroiło się od książek o zastanawiająco podobnej tematyce. I wartości artystycznej też (niestety). Wątpię, by autorzy, tworzący te powieści długo nosili się z zamiarem ich napisania. Pewnie decyzja była natychmiastowa. "Meyer zarobiła na wampirach, zarobię i ja". I w ten sposób powstała sterta marnych powieścideł, które niewiele wniosły, ale się za to sprzedały.
(A tak a propos, to czy to nie dziwne, że wszystkim nagle zebrało się na pisanie autobiografii?)

#3 Panie, oryginalnie będzie!

Czasem pan X, młody, obiecujący pisarz wpada na wspaniały pomysł. Na przekór wszystkiemu i wszystkim napisze coś zupełnie innego. Ludzie przecież dość mają takich banałów, jak śmiertelne choroby, rozwody, rozstania, wojny czy rodzinne historie.
Tylko, hola, hola! Nie każdy jest Gombrowiczem i nie każdemu groteska służy. Więc to, co inne, może okazać się po prostu śmieszne albo głupie ( z rozrzewnieniem wspominam tutaj "Poradnik pozytywnego myślenia"). 
Naprawdę czasem nie warto być kreatywnym. Życie bywa dużo bardziej pomysłowe. :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Za każdy, nawet najmniejszy, komentarz bardzo dziękuję. :)