Zarażeni złem, czyli "Dżuma" Alberta Camus

Oran to miasto na wskroś zwyczajne. Nie ma w nim ani drzew, ani ptaków, nie odznacza się także żadną, nawet najmniejszą niezwykłością. Ludzie w nim żyjący poddani są swoim przyzwyczajeniom, ich egzystencja jest spokojna i bardziej szara niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Trwonią swoje życie na banałach. Wszystko, co robią nie jest nawet trochę interesujące, są nudni i bezmyślni, nie wstrząsają nimi żadne większe namiętności, nie myślą o sprawach wyższych, nie zajmują ich idee. Rodzą się banalnie, banalnie pracują i kochają, w końcu banalnie umierają.  
Wszystko to jednak wkrótce się kończy. Na ulice miasta wychodzą szczury, które przynoszą ze sobą epidemię straszliwej choroby, która ma wywrócić zwyczajne życie mieszkańców do góry nogami...

Dżuma zupełnie przemienia ludzi Oranu. Początkowo starają się żyć normalnie, potem, całkowicie odizolowani od świata, popadają w marazm i zniechęcenie.  Ale nawet najmniejsza wzmianka w lokalnej gazecie może na nowo podsycić ich nadzieje i choć statystyki rosną , a dżuma zbiera coraz większe żniwo, to przecież każdy fakt można zinterpretować tak, by stał się sprzyjającą wróżbą. W całej beznadziejności sytuacji starają się chwytać każdej deski ratunku. Pomocy jedni szukają w nauce, inni w religii. Nie wszyscy jednak przeżywają epidemię w ten sam sposób. Ich postawy i reakcje są skrajnie różne. Jedni, jak np. doktor Rieux, nie pozostają bezczynni, ale niosą pomoc poszkodowanym. Inni znów zamykają się w swoich domach, pogrążeni w strachu i poczuciu bezsilności. Niektórzy szukają drogi ucieczki, tęsknią za rodziną pozostawioną za bramami miasta, każda godzina rozłąki czyni ich jeszcze bardziej nieszczęśliwymi. Każda ich historia to osobista tragedia, która trwa przez długie lata. Jeszcze inni zostali osobiście doświadczeni przez dżumę, która zabrała im bliskich i znajomych, ci borykają się z samotnością, ulegają rozpaczy. Ale nie dla wszystkich choroba jest powodem do smutku. Są i tacy, których odmiana sytuacji niezwykle cieszy. Czują oni, że jest to niepowtarzalna okazja, by ugrać coś dla siebie, zacząć życie na nowo, pozbyć się obciążającej winy i oskarżeń.

Książka jest wspaniałym, złożonym profilem psychologicznym ludzkości, która w sytuacji kryzysowej przybiera różne postawy. Każdy z nas posiada inny system wartości, przeżywa trudne chwile na sposób odmienny. Nie wszyscy jesteśmy wystarczająco silni, by przetrwać, nie wszyscy odznaczamy się chartem i wolą ducha.
"Dżuma" to także źródło niezwykłych, ale też psychologicznie skomplikowanych postaci, które zachwycają czytelnika. Najważniejszą z nich jest chyba doktor Rieux, czyli człowiek posiadający głęboko zakorzenioną moralność, gotowy do poświęcenia. To miłosierny samarytanin, ceniący wyżej dobro własnej społeczności niż osobiste szczęście. Inną równie ważną postacią jest Tarrou, którego słowa i zapiski stają się dla nas źródłem cennych spostrzeżeń na temat otaczającego świata i mechanizmów kierujących ludźmi.
Słyszałem tyle rozumowań, które omal nie zawróciły mi w głowie, które zawróciły w głowach innym w wystarczającym stopniu, by zgodzili się na morderstwo.
"Dżuma" to książka, która niesie za sobą mnogość interpretacji. Może (a nawet powinna) być traktowana jako parabola. W końcu dociera do nas, że dżuma jest czymś więcej niż epidemią i musimy zmierzyć się z pytaniem: Czym jest tak naprawdę? Chorobą? Uderzającym w ludzkość kataklizmem? Wojną? Rozprzestrzeniającą się ideologią? Czy może po prostu "banalnym" złem? I do tej ostatniej wersji najpełniej chyba pasuje zawarta w książce wskazówka:
(...) każdy z nas ma w sobie dżumę, nikt bowiem, nie, nikt na świecie nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka
"Dżuma" A. Camus to arcydzieło. Książka zaskakująca na każdej stronie swoją mądrością i przenikliwością, posiadająca ukryty sens. Nadal aktualny. I co najważniejsze, dzieło to skłania do refleksji. A współczesny świat właśnie refleksji potrzebuje najbardziej.

6 komentarzy :

  1. Czytałam w pierwszej technikum i powiem, że nie była taka zła. Stety lub niestety to lektura szkolna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba raczej niestety, gdyż lektury szkolne mają tę dziwną właściwość zniechęcania do siebie uczniów. :(

      Usuń
  2. Czytałam dosyć niedawno, teraz jestem w trakcie omawiania (lektura szkolna), ale zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia... Pięknie o niej napisałaś. "Dżuma" to naprawdę arcydzieło <3

    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak miło znaleźć kogoś, kto ma podobne odczucia względem jakiejś książki. Dziękuję za miłe słowo. ;)
      Pozdrawiam serdecznie,
      K.F.

      Usuń
  3. Czytałam to w liceum i jest to jedna z moich ulubionych lektur. Warto się z nią zapoznać, ale niestety słowo "lektura" nieco odstrasza potencjalnych czytaczy :)

    OdpowiedzUsuń

Za każdy, nawet najmniejszy, komentarz bardzo dziękuję. :)