Wyżyny osobliwości, czyli o "Sklepach cynamonowych" Bruna Schulza

Adela wracała w świetliste poranki, jak Pamona z ognia dnia rozżagwionego, wysypując z koszyka barwną urodę słońca (...); a obok tej czystej poezji owoców wyładowywała nabrzmiałe siłą i pożywnością płaty mięsa z klawiaturą żeber cielęcych, wodorosty jarzyn, niby zabite głowonogi i meduzy- surowy materiał obiadu o smaku jeszcze nieuformowanym i jałowym, wegetatywne i telluryczne ingrediencje obiadu o zapachu dzikim i polnym. 
 I tym, jakże obiecującym fragmentem Schulzowej prozy (prozy?!) chciałabym zacząć moją recenzję "Sklepów cynamonowych", która, obawiam się tego szczerze, po raz kolejny nie będzie recenzją, a raczej zbiorem luźnych i obrzydliwie subiektywnych przemyśleń na temat tego dzieła. Pierwsze spotkanie z panem Schulzem miało miejsce w tym roku i już od pierwszej strony, ba, od pierwszego zdania wiedziałam, że czytam coś absolutnie wyjątkowego. Twórczość Bruna to właściwie zbiór słówek i wyniosłych, majestatycznych słów (patrz: "telluryczne") zestawionych ze sobą w różne, dziwne konstelacje i nieprzewidywalne zbiory. Albo się to pokocha, albo znienawidzi, ale nigdy nie pozostanie się obojętnym wobec "klawiatur żeber" czy "wodorostów jarzyn".

"Sklepy cynamonowe" to zbiór opowiadań, których akcja toczy się w małym, galicyjskim miasteczku (często jest ono utożsamiane z rodzinną miejscowością autora, czyli Drohobyczem). Narrator to młody chłopiec, który otaczającą rzeczywistość przedstawia w sposób niemal całkowicie wyzbyty realizmu. Tak, jakby wszystko wokół niego zostało poddane licznym modyfikacjom, przepuszczone przez filtr dziecięcej, niczym nieskrępowanej wyobraźni, wcielone do świata skojarzeń i niekończących się porównań. Miasteczkowa rzeczywistość zostaje pozbawiona wszelkich znamion normalności, przybierając jednocześnie kształt sennego marzenia, w którym to, co martwe ożywa, to, co szare rozprasza milionem barw, a to, co zwykłe i znane- zaczyna budzić zachwyt. Świat staje się jaskrawy, przerysowany, obraz- tak wyrazisty, że powoduje niepokój czytelnika. A wszystko to, choć z technicznego punktu widzenia pisane jest prozą, stwarza wrażenie dziwnej poetyckości. Nic dziwnego, że w języku narracji aż roi się od ożywień, personifikacji i zapierających dech w piersiach (przynajmniej moich) metafor. Proza Schulza to dobrze doprawiony kawał tekstu, który bombarduje nas milionami smaków, zapachów i, oczywiście, obrazów. To może urzec, ale może również przyprawić o zawrót głowy.

W świecie Schulza nie ma pojedynczych przykładów. Wszystko jest uniwersalne, ogólne, powszechne. Adela nie jest tylko książkową Adela, ale także NASZĄ Adelą. Ojciec jest zawsze Ojcem, bez względu na to, czy jesteśmy z nim spokrewnieni, czy też nie. A miasteczko? Miasteczko to labirynt, w którym odnajdujemy i gubimy swoje drogi. To miejsce, które kpi z naszych planów, a jednocześnie podaje nam pomocną dłoń. Nasze miasta też takie są, prawda?

To, co uderza podczas lektury "Sklepów cynamonowych" to z pewnością również wszechobecna tajemniczość. Nasz narrator nie stroni od mrocznych miejsc. Wręcz przeciwnie. Z wielką chęcią się w nie zapuszcza, bez zastanowienia wyrusza w nieznane, bada niesprawdzone przez nikogo szlaki. Wszystko, co wydaje mu się intrygujące, jak chociażby tytułowe Sklepy Cynamonowe, przyciąga go, jak magnes. Nie jest w stanie z tym walczyć.

Jak srebrne astrolabium niebo otwierało w tę noc czarodziejską mechanizm wnętrza i ukazywało w nieskończonych ewolucjach złocistą matematykę swych kół i trybów.
"Sklepy cynamonowe" to dzieło, które nie podlega żadnym kryteriom oceny. Schulz wzniósł się w nim na wyżyny osobliwości, osiągając stopień inności, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam. A mimo to jest w tych opowiadaniach coś elektryzującego, przyciągającego. "Sklepy cynamonowe" mają czytelnikowi wiele do zaoferowania. Są niezapomnianą podróżą w świat niepokojąco wyraźnych cieni i świecących ciemności. W zamian wymagają tylko jednego. Żeby nie próbować wszystkiego zrozumieć. 

2 komentarze :

  1. Sklepy cynamonowe, Ulica Krokodyli czy Ptaki już za mną. ;) To była moja lektura i aż się dziwię, że zaliczyłam je na pięć, ale nic z tego nie wiedziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako lektura szkolna to może być zdecydowanie kłopotliwa książka ;)

      Usuń

Za każdy, nawet najmniejszy, komentarz bardzo dziękuję. :)