Wyżyny osobliwości, czyli o "Sklepach cynamonowych" Bruna Schulza
19:48Adela wracała w świetliste poranki, jak Pamona z ognia dnia rozżagwionego, wysypując z koszyka barwną urodę słońca (...); a obok tej czystej poezji owoców wyładowywała nabrzmiałe siłą i pożywnością płaty mięsa z klawiaturą żeber cielęcych, wodorosty jarzyn, niby zabite głowonogi i meduzy- surowy materiał obiadu o smaku jeszcze nieuformowanym i jałowym, wegetatywne i telluryczne ingrediencje obiadu o zapachu dzikim i polnym.
I tym, jakże obiecującym fragmentem Schulzowej prozy (prozy?!) chciałabym zacząć moją recenzję "Sklepów cynamonowych", która, obawiam się tego szczerze, po raz kolejny nie będzie recenzją, a raczej zbiorem luźnych i obrzydliwie subiektywnych przemyśleń na temat tego dzieła. Pierwsze spotkanie z panem Schulzem miało miejsce w tym roku i już od pierwszej strony, ba, od pierwszego zdania wiedziałam, że czytam coś absolutnie wyjątkowego. Twórczość Bruna to właściwie zbiór słówek i wyniosłych, majestatycznych słów (patrz: "telluryczne") zestawionych ze sobą w różne, dziwne konstelacje i nieprzewidywalne zbiory. Albo się to pokocha, albo znienawidzi, ale nigdy nie pozostanie się obojętnym wobec "klawiatur żeber" czy "wodorostów jarzyn".

W świecie Schulza nie ma pojedynczych przykładów. Wszystko jest uniwersalne, ogólne, powszechne. Adela nie jest tylko książkową Adela, ale także NASZĄ Adelą. Ojciec jest zawsze Ojcem, bez względu na to, czy jesteśmy z nim spokrewnieni, czy też nie. A miasteczko? Miasteczko to labirynt, w którym odnajdujemy i gubimy swoje drogi. To miejsce, które kpi z naszych planów, a jednocześnie podaje nam pomocną dłoń. Nasze miasta też takie są, prawda?

To, co uderza podczas lektury "Sklepów cynamonowych" to z pewnością również wszechobecna tajemniczość. Nasz narrator nie stroni od mrocznych miejsc. Wręcz przeciwnie. Z wielką chęcią się w nie zapuszcza, bez zastanowienia wyrusza w nieznane, bada niesprawdzone przez nikogo szlaki. Wszystko, co wydaje mu się intrygujące, jak chociażby tytułowe Sklepy Cynamonowe, przyciąga go, jak magnes. Nie jest w stanie z tym walczyć.
Jak srebrne astrolabium niebo otwierało w tę noc czarodziejską mechanizm wnętrza i ukazywało w nieskończonych ewolucjach złocistą matematykę swych kół i trybów.
"Sklepy cynamonowe" to dzieło, które nie podlega żadnym kryteriom oceny. Schulz wzniósł się w nim na wyżyny osobliwości, osiągając stopień inności, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam. A mimo to jest w tych opowiadaniach coś elektryzującego, przyciągającego. "Sklepy cynamonowe" mają czytelnikowi wiele do zaoferowania. Są niezapomnianą podróżą w świat niepokojąco wyraźnych cieni i świecących ciemności. W zamian wymagają tylko jednego. Żeby nie próbować wszystkiego zrozumieć.