Trzech muszkieterów polskiej literatury

W Panteonie polskiej literatury zajmują miejsce absolutnie czołowe. Podniesienie ręki na ich twórczość w oczach wielu zasługuje na niezwłoczne potępienie i publiczny lincz. To jak kalanie własnej Ojczyzny, własnej tożsamości, godności. Ich utwory są znane i wspominane, wkuwane na pamięć przez kolejne pokolenia Polaków, pojawiają się w szkolnych podręcznikach i opracowaniach, są bastionem polskości. Myślę, że gdyby przeprowadzić ankietę, to potężna część naszego społeczeństwa z rodzimej literatury wspomniałaby właśnie o nich, niewykluczone (niestety), że dla części mniej zaprzyjaźnionej ze słowem pisanym istnieje jedynie ta trójca. Wielcy obecni. Przewodnicy narodu. Ubóstwiani, choć nieraz i nienawidzeni.

1. Adam Mickiewicz

 Myślę, że nikogo nie zdziwi obecność imienia i nazwiska tego pana na pierwszym miejscu. Czy komuś się to podoba czy nie, Adam Mickiewicz jest numerem jeden polskiej literatury. Jego popularność można liczyć w szkołach, które przyjęły go za swojego patronach, w wydaniach dzieł, których wciąż przybywa, w arkuszach maturalnych, w których pojawiły się pytania o jego twórczość, w konkursach recytatorskich poświęconych jego poezji czy choćby ulicach Mickiewicza, których nie brakuje w szanujących się, polskich miastach. Kto nigdy nie uczył się na pamięć "Reduty Ordon"? W którym z domów nigdy nie wybrzmiał choćby fragment "Inwokacji"?

Adam Mickiewicz, wielki romantyk, nieszczęśliwy emigrant i patriota zajmuje w zbiorowej świadomości miejsce szczególne. Miał wpływ na kształtowanie się polskiego ducha w czasach próby i cierpienia, w trudnych czasach zaborów zajmował miejsce wieszcza, niepodważalnego autorytetu, proroka niemal. Dzisiaj, myśląc "Mickiewicz", przede wszystkim widzimy Soplicowo. Ostatni zajazd na Litwie, który w jakiś sposób zdefiniował to, kim Polak jest, w co wierzy, jakimi wartościami się kieruje. Prowincja przesiąknięta tradycją, gościnnością i wiarą, to taka mała (?), polska utopia, miejsce święte. Ale "Pan Tadeusz" to nie wszystko. Są przecież i "Dziady" przekazujące ludową duchowość i mądrość, przedstawiające romantyczne myślenie o świecie, a także popularyzujące niefortunną (bo ciągnącą się za nami do dziś) koncepcję mesjanizmu.

Mickiewicz jest taki bliski, dobry i swojski. Myślący "jak trzeba". Myślący wartościami "Bóg, honor, Ojczyzna". Dlatego tak łatwo rozgrzeszamy Wallenroda, przebaczamy Robakowi i z zadziwiającą cierpliwością wysłuchujemy majaczeń Konrada z III cz. "Dziadów". Dlatego zachwycamy się "Balladami i romansami", jesteśmy zauroczeni Zosią i Aldoną, chętnie bierzemy udział w wyprawie trzech Budrysów. Mickiewicz mówi to, czego chcemy słuchać, mówi to, co nosimy w sobie, co jest w nas głęboko zakorzenione. Jego twórczość nie skazuje na bolesne rozczarowania, nie zajmuje się dylematami moralnymi, ale ukazuje pewną czarno-białą oczywistość świata.
(Z góry przepraszam za moje generalizowanie :))

2. Juliusz Słowacki

Zawsze drugi. Zawsze za Mickiewiczem. Juliusz Słowacki, niewątpliwie najzdolniejszy gracz na giełdzie wśród polskich literatów. :) Twórca "Kordiana", "Fantazego", "Beniowskiego", a także niezwykle wzruszających listów do matki. Jego wiersze promieniują wielką wrażliwością i subtelnym acz dostrzegalnym egocentryzmem. Znany jest również z tego, że w jednym ze swoich utworów miał przewidzieć wybór Karola Wojtyły na papieża (choć osobiście podchodzę do tej tezy z dużą dozą ostrożności.

W swoich dziełach poruszał tematy przeróżne takie, jak walka narodowo-wyzwoleńcza, konflikt jednostki ze społeczeństwem, ofiara i poświęcenie, indywidualizm, ale także rosnąca siła pieniądza ("Fantazy") czy też przewrotność kobiet ("Kordian"). Muszę przyznać, że nigdy nie byłam zwolenniczką twórczości Słowackiego i z wielkim pobłażaniem traktowałam jego utwory (jak większość pozycji romantycznych zresztą). Dopiero inscenizacja "Kordiana" na deskach Teatru Narodowego (idźcie koniecznie!) otworzyła mi oczy na to, jak bardzo uniwersalne i ponadczasowe jest jego dzieło, jak wiele w nim prawdy (tego typu, który kole w oczy) i gorzkiej refleksji nad światem, człowiekiem, ... Polakiem.

Słowacki był również ulubieńcem elit II Rzeczypospolitej, w tym samego marszałka Piłsudskiego. To właśnie w okresie międzywojennym jego prochy wróciły na ojczyzny łono i spoczęły wśród innych znamienitości na Wawelu. Dziś o Słowacki pamięta się chyba coraz mniej, choć nadal jego nazwisko przewija się w podręcznikach z częstotliwością dziesięciu razy na stronę. Niemniej jednak "wielkim poetą był" i na miejsce drugie w niniejszym zestawieniu zasługuje.

3. Henryk Sienkiewicz

Oddaję głos Gombrowiczowi:  
Czytam Sienkiewicza. Dręcząca lektura. Mówimy: to dosyć kiepskie, i czytamy dalej. Powiadamy: ależ to taniocha – i nie możemy się oderwać. Wykrzykujemy: nieznośna opera! i czytamy w dalszym ciągu, urzeczeni.
Potężny geniusz! – i nigdy chyba nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego. To Homer drugiej kategorii, to Dumas Ojciec pierwszej klasy. Trudno też w dziejach literatury o przykład podobnego oczarowania narodu, bardziej magicznego wpływu na wyobraźnię mas. Sienkiewicz, ten magik, ten uwodziciel, wsadził nam w głowy Kmicica wraz z Wołodyjowskim oraz panem Hetmanem Wielkim i zakorkował je. Odtąd nic innego Polakowi nie mogło naprawdę się podobać, nic antysienkiewiczowskiego, nic asienkiewiczowskiego.
 Iluż z nas składuje zakurzone, ciężkie tomy "Trylogii" i "Krzyżaków" w domowej biblioteczce? Ilu z nas dało się oczarować pięknym opowieściom (bajkom?) Sienkiewicza o dobrych, mężnych, szlachetnych Polakach, którzy w najcięższych dziejowych momentach potrafili się zmobilizować i pokonać nawet najpotężniejszego wroga? Co jest charakterystyczne dla Sienkiewicza? Płaskość i czarno-białość. Jednowymiarowość postaci. Wspaniały Skrzetuski, dobrotliwy Zagłoba, dzielna Oleńka (która zdrajcy nie chciała), waleczny Wołodyjowski. No dobrze, jest jeszcze Kmicic. Ale i ten po początkowych wybrykach szybko przechodzi na jasną stronę mocy. Pokrzepiająca, poprawiająca humor lektura zawsze znajdzie czytelników, a tych nie brak Sienkiewiczowi także dzisiaj.

Na wielki podziw zasługuje natomiast niezwykle barwnie odmalowany świat starożytnego Rzymu z powieści "Quo Vadis". Pamiętam, że po traumatycznych doświadczeniach z "Krzyżakami" spotkanie z tą lekturą było miłym zaskoczeniem. Choć i to dzieło Sienkiewicza posiada potężną dawkę czarującej naiwności, co poniekąd można uznawać za znak firmowy pisarza.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Za każdy, nawet najmniejszy, komentarz bardzo dziękuję. :)