"Feblik", czyli Jeżycjady ciąg dalszy...

Naprawdę trudno w to uwierzyć, ale "Feblik" jest już dwudziestą pierwszą częścią kultowej Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz!  Dla mnie osobiście każda kolejna powieść autorki to powrót do dzieciństwa, wizyta u starych, dobrych znajomych, okazja do jeszcze jednego spotkania przy dużym, kuchennym stole w kuchni przy Roosevelta 5. Nic dziwnego zatem, że mniej więcej coroczne czytanie kolejnej części serii stało się już moim czytelniczym rytuałem, który pozwala odprężyć się, zapomnieć o zmartwieniach i poczuć to, co w książkach pani Musierowicz zawsze mnie uderzało... Ogromną dawkę ciepła i miłości...
Tym razem co prawda borejkowskiej kuchni brak, ale za to odrobinę cienia w upalne lato roku 2013 możemy odnaleźć na równie przyjemnej werandzie Florków. Widzimy także rodzinę w całej okazałości. Jest protoplasta rodu, Ignacy, jest jego żona, wszystkie cztery córki i spora gromadka wnucząt (z wyjątkiem tych, które wyruszyły w wakacyjną wyprawę do dalekich krajów). Nie brakuje poważnych i mniej poważnych, rodzinnych rozmów przy stole, zwariowanych przygód, przypadków i zbiegów okoliczności. Czyli tego wszystkiego, do czego Małgorzata Musierowicz przez te wszystkie lata nas przyzwyczaiła. Możemy więc znaleźć spokój w pięknych okolicach Kostrzyna i leżąc na trawie obserwować niebo spadających gwiazd, możemy także podsłuchiwać, zaglądać przez dziurkę od klucza i do radosnej korespondencji. Z drugiej strony w powieści przebrzmiewają od czasu do czasu echa niesformułowanych wprost, lecz doskonale wyczuwalnych uwag na temat śmierci i przemijania.

Akcja "Feblika" dzieje się w te same wakacje, co akcja "Wnuczki do orzechów" Obie powieści czasowo częściowo się pokrywają, pokazują jednak wydarzenia z zupełnie różnych perspektyw. Czyja perspektywa jest w "Febliku" najbardziej wyeksponowana? Ignacego Grzegorza Stryby- studenta, poety, wrażliwca, introwertyka, intelektualisty, erudyty... Słowem osoby, na którą od zawsze miałam alergię. Ignacy był dla mnie postacią nie do przełknięcia. Taki delikatny, bojaźliwy, zupełnie niemęski, a zarazem zarozumiały i patrzący na innych z góry. Kiedy tylko dowiedziałam się, że ta książka opowiadać będzie o jego losach, od razu straciłam ochotę na jej przeczytanie. Przełamałam się jednak i... nie mogłam wyjść ze zdziwienia. Bo czy ten dorosły Ignacy z "Feblika" w czymkolwiek przypomina Ignasia sprzed lat z wyjątkiem skłonności do egzaltacji, umiłowania sztuki i poezji oraz posiadania rozległej wiedzy? Moim oczom ukazał się obraz dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyzny, który, owszem, jest wrażliwy, ale potrafi stawić czoło rzeczywistości. 

Właśnie takiego Ignacego spotkała "dziewczyna z okładki"- Agnieszka, studentka ASP, artystka, borykająca się z problemami rodzinnymi, samotna, nieufna wobec świata i ludzi, a zwłaszcza męskiej części populacji. Dziewczyna poznaje go w zatłoczonym autobusie, a pretekstem do rozwinięcia znajomości staje się pewien kłopotliwy wazon i sztaluga w rękach nieobliczalnej Gorgony. Wydaje się, że Musierowicz w poczuciu sprawiedliwości po obdarowaniu Józinka (teraz Józefa) miłością w postaci spadającej z orzecha Doroty we "Wnuczce do orzechów", postanowiła tak samo postąpić wobec Ignacego, który po ostatnich przykrych przeżyciach związanych z osobą McDonaldusi, jak to mawiała Ida, nie mógł złapać emocjonalnej równowagi. Agnieszka zatem od pierwszych kart powieści wydaje się być wręcz dla niego stworzona i dostrzegają to wszyscy z wyjątkiem samych zainteresowanych, którzy naiwnie wypierają się wszystkiego, co mogłoby ich połączyć. Można powiedzieć, że Aga i Ignaś uciekają golfem przed przeznaczeniem, które i tak w końcu musi zatryumfować. 

Wiele osób oskarża Małgorzatę Musierowicz o słodką naiwność, która zdaje się promieniować z jej książek i anachronizm opisywanych postaci. Borejkowie właściwie się nie zmieniają z biegiem upływających lat. Są tak samo dobrzy, życzliwi, serdeczni i gościnni, że tworzy to dziwny dysonans z tym, co obserwujemy wokół siebie. Niektórych "niezmienni" i "nienowocześni" Borejkowie denerwują. Przecież nikt tak teraz nie mówi, nikt nie rozmawia o miłości, szczęściu, sztuce, społeczeństwie... To prawda, że "Feblik" to powieść bardzo przewidywalna, niemal nierzeczywista, a wykreowany świat i postacie sprawiają wrażenie bajkowych. Ale przecież w książkach o to chodzi, by oderwać się od szarej rzeczywistości, znaleźć otuchę... Książki są po to, by nas pokrzepić, dodać sił, obdarzyć jakimś pięknym uczuciem.Tego okrutnego, brutalnego świata wojen, braku ludzkiej życzliwości i egoizmu mamy przecież nadto. A tak, jak w "Febliku" mogłoby być. Przecież tacy ludzie, jak Borejkowie istnieją... Muszą istnieć...

Nie należy ukrywać, że "Feblikowi" daleko do literackiego arcydzieła. Pod żadnym względem nie jest on idealny, jego akcja nosi ślady ułomności (przewidywalność, przewidywalność i jeszcze raz przewidywalność), to samo można powiedzieć o niektórych bohaterach. "Feblika" zdecydowanie nie można nazwać najlepszą częścią Jeżycjady. Trudno by było zakwalifikować go nawet do pierwszej dziesiątki. Jest za to zdecydowanie lepszy od felernej "McDusi" (nadal utrzymuję, że tamta książka musiała być owocem jakiegoś nieporozumienia), a to już naprawdę duży plus. W sumie zarówno tę, jak i poprzednią powieść pani Musierowicz można skwitować jednym jedynym słowem: przyjemna.


Nie zważając na opinie krytyków, czekam na następną część Jeżycjady. Kim będzie tytułowa "Ciotka zgryzotka"? Tego dowiemy się już niebawem.

12 komentarzy :

  1. Zdecydowanie muszę nadrobić najnowsze części Jeżycjady :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh, nie jestem w stanie przełknąć książek autorki. ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tę serię kilka lat temu i pamiętam, jak mnie wciągnęła! Niestety, bodajże czytając "Imieniny", zaczęło mnie to nudzić, sama już nie pamiętam dlaczego. I takim oto sposobem przerwałam czytanie Jeżycjady.

    Nominowałam Cię do LBA! Więcej: http://recenzandia.blogspot.com/2016/03/kolejne-lba.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nie ukrywam, że wcześniejsze części były dużo lepsze (albo to ja się starzałam :) ).
      Dziękuję serdecznie za nominację, wkrótce odpowiem na pytania.

      Usuń
  4. Choć Pani Musierowicz pisze językiem ciekawym, to moim zdaniem takim... typowym dla twórczości polskich pisarzy? Nie wiem jak to opisać, ale średnio odpowiada mi ten styl :)
    Pozdrawiam, shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to nie jest "najwyższa półka", ale czasem miło jest przeczytać coś, co nie wymaga intelektualnego wysiłku. Moja sympatia do Jeżycjady wynika w dużej mierze z sentymentów. Borejkowie to dla mnie prawie rodzina! ;) Z nimi się wychowywałam.
      PS Cudowny nick, panno Marple! :)

      Usuń
  5. Czytałam tylko jedną książkę z tej serii, ale raczej nie zachęciła mnie do tego, aby kontynuować swoją przygodę z tą autorką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie zaczęłaś od "złej" książki. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spróbujesz ;)

      Usuń
  6. nie czytałam, ale z chęcią to zmienię ;)
    Fajnie opisana książka.
    Serdecznie pozdrawiam.
    http://nacpana-ksiazkami.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  7. O ile kocham starsze części Jezycjady to te nowe nie cierpię. Ta część dla mnie była koszmarna i mimo ciekawości, co będzie w kolejnej, raczej nie przeczytam. A szkoda, bo bardzo lubiłam tą serię.

    OdpowiedzUsuń

Za każdy, nawet najmniejszy, komentarz bardzo dziękuję. :)